Przeszłość nas nie definiuje — recenzja komiksu „Kapitan Ameryka. Proces Kapitana Ameryki.”

Steve Rogers powrócił do świata żywych, jednak doświadczył pewnej niepokojącej wizji. Czy uda mu się ją powstrzymać? Co czeka jego wiernego kompana, Bucky’ego, który wbrew własnej woli stał się sowieckim asasynem? Czy teraz, gdy cała Ameryka zna jego sekret, Zimowy Żołnierz odpowie za dawne czyny?

Proces Kapitana Ameryki to siódmy tom runu niezawodnego Eda Brubakera. Rysunki stworzyli Daniel Acuña, Mitch Breitweiser oraz Dale Eaglesham.  Album zawiera zeszyty #602–615.1 serii Captain America, #1–4 serii Steve Rogers: Super-Soldier oraz Captain America: Who Will Wield the Shield? Komiks został pierwotnie wydany przez Marvel Comics, natomiast w Polsce przez wydawnictwo Egmont. 

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest świetna grafika. Komiks dopracowano do perfekcji pod kątem wizualnym, co sprawia, że każda ze stron przykuwa uwagę czytelnika. Ilustracje wyglądają stylowo i realistycznie, w pełni oddając klimat właściwy mrocznemu thrillerowi szpiegowskiemu, jakim jest seria o Kapitanie Ameryce. 

Nie mam też nic do zarzucenia, jeśli chodzi o scenariusz. Nie bez powodu mówi się, że Brubaker to mistrz w swoim fachu. Dojrzałe, choć brutalne superhero, w którym dużą rolę odgrywa ulica, idealnie wpasowuje się w kryminalny gatunek, w jakim głównie tworzy ten pisarz. W efekcie, tak jak poprzednie części, ta również oferuje dobrze nakreślone dialogi, kapitalne cytaty, wartką akcję, ciekawe wątki oraz wielobarwne postacie. 

Nie będę ukrywała, że Bucky to mój ulubieniec i pomimo istotnego motywu związanego z Rogersem, tym razem to właśnie Barnes jest głównym bohaterem. Nieustanny lęk o jego losy jest wręcz namacalny, zwłaszcza że fabuła nieustannie trzyma w napięciu. 

Myślę, że najmocniejszym elementem przygód o Kapitanie jest relacja Bucky’ego i Steve’a. Działa ona za każdym razem zarówno na dużym ekranie, jak i na kartach komiksów. Proces Kapitana Ameryki poświęca temu wątkowi mnóstwo należytej uwagi, przypominając, że posiadanie w realnym świecie takiego towarzysza jak Steve, czy Bucky to prawdziwy skarb, który ciężko znaleźć. 

Komiks kontynuuje także romans Czarnej Wdowy z Zimowym Żołnierzem, co osobiście bardzo mi odpowiada i sprawia, że aż żałuję, iż bracia Russo pominęli ten wątek w MCU. 

Kolejną nieodłączną częścią opowieści z Kapitanem Ameryką jest Sam Wilson. Według mnie został on napisany lepiej, niż w filmach z marvelowego uniwersum, aczkolwiek co ciekawe, sporo scen z Falconem może momentami przypominać fantastyczny serial The Falcon and The Winter Soldier. 

Nie można zapomnieć o dobrze nam znanych antybohaterach i antagonistach, którzy powracają, by znowu narozrabiać. Zemo oraz Sin wypadają wiarygodnie. W gruncie rzeczy są niebezpieczni i choć w tym przypadku nie są najważniejsi, to odgrywają ważną rolę, pozwalając naszym protagonistom zrozumieć pewne rzeczy. 

Podsumowując, Proces Kapitana Ameryki to najdłuższy dotychczas tom, niemniej czyta się go sprawnie i z pełnym zaangażowaniem. Ostatecznie, jest to piękna historia z ikonicznymi dla nas bohaterami, która ekscytuje i odpowiada na pytanie, czym jest prawdziwa przyjaźń i odpowiedzialność. Uzmysławia nam również, że każdy z nas ma szansę na odkupienie, a przeszłość nas nie definiuje. Całym sercem polecam tę pozycję. 

Kolejny album już w lutym 2023. Ja czekam, a wy?

 

Na codzień opiekunka ekspozycji w MAiE. W wolnej chwili czyta książki, ogląda filmy, gra na playstation, pije kawę. Fanka Marvela, Gwiezdnych Wojen i twenty øne piløts |-/
1
0
Would love your thoughts, please comment.x