Po dwóch latach nieobecności w tym roku powrócił Festiwal Fantastyki Pyrkon. Jest to największe tego typu wydarzenie w Polsce i jedno z największych w Europie.
Był to pierwszy tak duży festiwal, w którym brałam udział i szczerze mówiąc, czułam się przerażona. Widziałam informacje, że na poprzednim wydarzeniu zjawiło się ponad 50 tysięcy osób. Bałam się, że to wszystko mnie przytłoczy, na szczęście obawy okazały się bezpodstawne.
Już po przekroczeniu bramek podbiegły do mnie osoby z pytaniem o zdjęcie (pierwszego dnia byłam przebrana za Ciri z Wiedźmina). Zdziwiłam się tym, jak bardzo ludzie są tam życzliwi i towarzyscy. Wszyscy do siebie zagadują bez żadnego problemu. W przeciągu pierwszych minut Pyrkonu dostałam od innych mnóstwo pozytywnych słów, a nawet własnoręcznie robioną przez jedną z dziewczyn bransoletkę. Czułam się tak wspaniale, jak w jednej ogromnej rodzinie.
Pierwszy dzień poświęciłam na zwiedzanie każdego pawilonu. Zobaczyłam przeróżne wioski tematyczne i pełno wspaniałych stoisk. Dodatkowo zrobiłam sobie zdjęcia z cosplayerami z uniwersum Wiedźmina. Wszyscy ludzie włożyli w swoje stroje tyle pracy i pasji, że to było widać, iż ktoś jest postacią całym sobą. Na przykład idąc do osoby przebranej za Jaskra, usłyszałam, że mam podejść bliżej do wujka. To było bardzo urocze!
Wieczór zakończyłam w hali z grami planszowymi. Największym jej atutem była klimatyzacja. Naprawdę. Kiedy cały dzień spędziło się na upale, to wieczór w klimatyzowanej sali okazał się ogromnym ukojeniem.
Pół nocy spędziłam na graniu w grę Munchkin. Zabawa była przednia!
Byłam zaskoczona integracją między wszystkimi. Z łatwością zagadywali i dosiadali się do stołu z planszówkami. Jak ktoś wygrał, to cała hala klaskała i wiwatowała.
Drugi dzień zaczął się bardzo intensywnie. Już z samego rana miałam warsztaty z aktorami dubbingowymi. W oczekiwaniu na zajęcia poznałam w kolejce wiele wspaniałych osób. Nawet miałam okazję zaśpiewać ze wszystkimi Barkę!
Same zajęcia były wspaniałe. Bardzo interesuje mnie temat dubbingu, dlatego czułam się wniebowzięta tym, że tam jestem i mogę się czegoś nauczyć. Miałam okazję spróbować swoich sił w podkładaniu głosu do jednej z gier wojennych. Muszę przyznać, że to nie takie łatwe, bo musiałam praktycznie krzyczeć, ale największy kłopot miałam z odgłosami umierania. Chyba po prostu nie umiem umierać.
Resztę dnia spędziłam w hali ze stoiskami. Widziałam tam tyle wspaniałych rzeczy, że bardzo trudno było mi się powstrzymywać przed kupnem czegoś. No i uległam przy stoisku Kottera. Uwielbiam koty, więc to było nieuniknione. A na stoisku Yatty zaopatrzyłam się w mangę na drogę powrotną.
Trzeci dzień zaczął się czekaniem na panel dubbingowy i muszę przyznać, że oczekiwanie na wejście dwie godziny w kolejce ma swój klimat!
Poznałam tam wiele osób. Połowę czasu przegrałam z nimi w karty, a nawet zostałam poczęstowana żelkami! Nadal nie mogę uwierzyć, jacy sympatyczni i otwarci są tam ludzie, że z taką łatwością zagadują do obcych osób. Bardzo spodobał mi się ten klimat i czułam się tam tak dobrze, że od razu zaczęłam planować kolejny wyjazd na Pyrkon.
Wyszło tak, że jest parę dni po festiwalu, a ja mam kupione bilety na przyszłą imprezę, upatrzony cosplay i już planuję, gdzie będę nocować. Mogę wręcz przyznać, że wpadłam po uszy. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jest jednak jedna rzecz, której strasznie żałuję: że odkryłam Pyrkon tak późno. Straciłam tyle lat na wspaniałych imprezach, ale mam nadzieję, że to już się nie powtórzy i będzie to moja nowa coroczna rutyna.
Do wszystkich niezdecydowanych co do przyjazdu – powiem Wam: jedźcie! Musicie przeżyć to na własnej skórze, bo nie ma takich słów, które by opisały całe to przedsięwzięcie!
Odpowiedz