Najważniejsze wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat, sportowcy, artyści, politycy oraz codzienne życie w obiektywie fotoreporterek zobaczymy na wystawie Jedyne. Nieopowiedziane historie polskich fotografek w warszawskim Domu Spotkań z Historią.
Kobiety, których prace możemy oglądać na ekspozycji, pracowały w zupełnie innej rzeczywistości. W redakcji bądź zespole fotografów często były jedynymi przedstawicielkami płci żeńskiej. Nierzadko też pracowały w pojedynkę. Warto zaznaczyć, że były to czasy fotografii analogowej. Więc zarówno fotografowanie jak i przesyłanie zdjęć było znacznie bardziej skomplikowanym i czasochłonnym procesem. Ekspozycję tworzy niemal 150 zdjęć trzynastu fotografek: Anny Beaty Bohdziewicz, Anny Marii Brzezińskiej, Iwony Burdzanowskiej, Joanny Helander, Marzeny Hmielewicz, Anny Michalak-Pawłowskiej, Anny Musiałówny, Anny Pietuszko-Wdowińskiej, Agnieszki Sadowskiej i Mai Sokołowskiej oraz Anny Białej, Małgorzaty Kujawki i Anny Łoś.
Wystawy w Domu Spotkań z historią lubię między innymi dlatego, że są oszczędne w środkach. Zdjęcia, podpisy, jeśli już pojawia się tekst to są to skondensowane informacje lub cytaty. Na ekspozycji Jedynych…. dominują te drugie. Między pracami każdej z Pań znajdziemy fragmenty z wywiadów przeprowadzonych przez Monikę Szewczyk-Wittek do książki, która wystawie towarzyszy (recenzja tutaj: https://czasostrefa.pl/obiektyw-rozmowy-recenzja-ksiazki-jedyne-nieopowiedziane-historie-polskich-fotografek/). Wyżej wymienione cechy sprawiają, że wystawa jest łatwa w odbiorze i nie przytłacza widza natłokiem informacji czy obiektów. Wstęp na wszystkie wystawy i wydarzenia w DSH jest bezpłatny, więc można odwiedzać wystawę wielokrotnie bez strachu o stan portfela. A Jedyne… bardzo do tych powrotów zachęcają. Prostota i minimalizm tylko pozornie wskazują na wydarzenie, które można szybko ,,odhaczyć” i pójść dalej. Przy wielu zdjęciach zatrzymywałam się na dłużej i myślałam o nich jeszcze długo po wyjściu z ekspozycji.
Komentarz