Zanurzmy się w tej niezwykłej przygodzie – recenzja komiksu “20 000 mil podmorskiej żeglugi”

Jedna z bardzo dobrze znanych fabuł, zamknięta w komiksowej formie. Co z tego wyszło?

Mimo że nie miałam jeszcze styczności z tym dziełem Juliusza Verne’a, chętnie sięgnęłam po komiks. Kojarzył mi się głównie ze starą animacją dla dzieci o tej samej nazwie z 1995 roku. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że Phileas Fogg nigdy nie brał udziału w tych wydarzeniach, a główną postacią był profesor Aronnax! To tylko dowodzi, że oryginały warto znać.

Scenariusz opracował Fabrizio Lo Bianco, rysunkami zajął się Francesco Lo Storto, a przekład na język polski zawdzięczamy Ernestowi Kacperskiemu. Wydawnictwo Egmont zajęło się dystrybucją w naszym kraju.

Akcja komiksu zaczyna się w roku 1867, gdy do profesora Pierre’a Aronnaxa przychodzi list. Jego autor zaprasza uczonego na ekspedycję w celu poszukiwania potwora, który od kilku miesięcy szarżuje na statki i niszczy je. Razem ze swoim służącym Conseilem i harpunnikiem Nedem Landem trafiają na pokład Abrahama Lincolna, gdzie przez pewien czas polują na bestię. Wskutek jej szarży profesor, Ned i Conseil zostają wyrzuceni za burtę, a następnie odnajdują „narwala”. Okazuje się być on podwodną łodzią, Nautilusem, zarządzaną przez tajemniczego kapitana Nemo. Daje im ultimatum: życie na jego łodzi albo śmierć. Przez następne kilka miesięcy przeżywają niesamowite chwile, oczywiście nie przestając knuć, jakby się stąd wydostać.

Przyznam szczerze, że w komiksy wpadłam stosunkowo niedawno, więc nie mam dużego doświadczenia – nie licząc tych z serii Kaczor Donald, które czytałam w dzieciństwie. Mimo wszystko polubiłam się z kreską stworzoną przez Francesco Lo Storto i Chrisa Regnaulta. Odpowiednia dynamika, śliczne ujęcia podmorskich krajobrazów czy przedstawienie naszych bohaterów, szczególnie mimika twarzy, dobrze łączą się w całość. Z kolei fabuła jest świetnie opowiedziana – nie ma tu niedopowiedzeń czy braku logiki, każdy bohater ma swój cel, swoje przemyślenia. Autorzy dobrze zaprezentowali emocje, jak strach czy niezadowolenie – uwielbiam to, jak pokazany został szał Neda na początku. Bardzo podoba mi się pomysł ukazania historii ze strony bohaterów, też nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się od razu, o co chodzi załodze Nautilusa, mówią własnym językiem. Próbowałam nawet to zeskanować tłumaczem i wychodziły same bzdety… Ciekawie. Przedyskutowałam to ze znajomą, która twierdzi, że to staronordycki.

Jeśli chcecie zobaczyć świat oczami pasażerów łodzi podwodnej, polecam Wam ten komiks z całego serca!

0
Would love your thoughts, please comment.x