Zbyt surrealistyczna? – recenzja książki “Mordercze Instynkty”

Pod koniec pierwszej połowy kwietnia zadebiutuje najnowsza powieść Marcela Mossa, która ma szansę zachwycić czytelników bardziej niż wszystkie jego dotychczasowe dzieła. Dlaczego? 

Trzy historie, które zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, a jednak w najmniej spodziewanym momencie dochodzi do splatania ze sobą wydarzeń. Dokładnie w chwili, gdy każdy z bohaterów dąży do osiągnięcia swojego celu nawet jeśli przyjdzie mu iść do niego po trupach.

Kamila zawsze marzyła o szczęśliwej rodzinie, ale wszystko się zmienia, gdy poślubia Wojtka. Wówczas na światło dzienne wychodzą prawdziwe twarze – szczególnie teściowej, która stała się chorobliwie zaborcza. Na każdym kroku, poniża i wyzywa ukochaną swojego syna. Nawet w trakcie świąt. Mężczyzna, zamiast zareagować, staje po stronie swojej matki. Zdesperowana i przerażona kobieta obmyśla plan ucieczki od „bliskich”. 

Jacek, nie tak dawno stracił swoją żonę w tragicznych okolicznościach. Popadł w depresję i bezskutecznie szuka jej zabójcy, aby się na nim zemścić. Postanawia wziąć udział w pewnym projekcie – dość szalonym – który ma pomóc mu poradzić sobie z tęsknotą za ukochaną. Kiedy wydawałoby się, że wszystko zmierza ku odzyskaniu równowagi, odkrywa szokujące fakty na temat swojej zmarłej małżonki. 

Malwina, wicemistrzyni Polski w bikini fitness od lat skupia się na swojej karierze i nie planuje w najbliższym czasie powiększać swojej rodziny. Niestety, pod naciskiem męża, zgadza się na dziecko. Po porodzie bohaterka boryka się z ciężką depresją, brakiem wsparcia ze strony współmałżonka, a także wielkimi kompleksami. Marzy o odzyskaniu swojego dawnego życia. 

Po przeczytaniu Morderczych instynktów mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to dotychczas najlepsza książka Marcela Mossa. Jest inna niż poprzednie – nie żeby inne powieści były złe. Thriller zawierał wszystko, czego od niego oczekiwałem: niepokój, przerażenie. Podczas czytania, przeżywałem wachlarz emocji. Każdy rozdział był inny, zawierał coś unikatowego i szczegółowo odzwierciedlał rzeczywistość.

Najbardziej zaskoczyła mnie historia Jacka – ukochanego Edyty. Nie dość, że był to wątek zawierający elementy science fiction, które bardzo dobrze wpasowały się w narrację i dodały nutkę zagubienia. Powieść przypominała, jeden z odcinków serialu Czarne Lustro od Netflixa, gdzie główna bohaterka straciła chłopaka i z pomocą pewnej firmy, ponownie łączy się ze zmarłym ukochanym. 

Powracając do Morderczych Instynktów, jest to opowieść o tym, że nic co dobre nie może trwać wiecznie. W pewnym momencie musi pojawić się jakiś ból, który zbierany przez lata, w końcu się uwalnia, powodując nieszczęście i chaos. Każdy z bohaterów sądził, że ma idealne życie, jednak rzeczywistość szybko sprowadziło ich na ziemię. Tematy poruszane w książce nie należą do łatwych: depresja, ciąża, utrata kogoś, uzależnienie do technologii, a to jedynie wierzchołek góry lodowej. 

Byłem przekonany, że już nic mnie nie zaskoczy, tymczasem się Marcel Moss udowodnił mi, że się myliłem. Mężczyzna ukazuje zepsuty świat, z którym każdy z nas ma styczność na co dzień. Zazwyczaj autorzy w swoich książkach starają się unikać ciężkich tematów, a tutaj Marcel Moss podejmuje je i wychodzi mu to naprawdę dobrze. Można wręcz by rzec, że ta lektura idzie o krok dalej i pokazuje jak kończy się ignorowanie tych spraw. 

Dziękuję Wydawnictwu Filia za egzemplarz do recenzji.

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Would love your thoughts, please comment.x