Kontynuacja komiksowej adaptacji serialu Mandalorianin z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Czy była tak udana, jak jej poprzedni tom?
Nowe rozdziały opisują następne przygody Dina Djarina, który po próbie porwania Dziecka przez innego łowcę nagród, przemierza kosmos w poszukiwaniu zleceń. Jest to trudniejsze, ze względu na obecne stosunki z gildią, jednak udaje mu się coś znaleźć. Podczas ich wykonywania orientuje się, że dopóki zleceniodawca porwania żyje, nigdy nie będą bezpieczni. Nie są w stanie wiecznie uciekać i się kryć. Z pomocą kilku oddanych przyjaciół postanawia stawić czoła rzeczywistości.
Nie ukrywam, że miło było powrócić do tej historii po kilku miesiącach oczekiwania. Bardzo przydatne okazało się streszczenie, dotyczące poprzednich wydarzeń. Nie byłam do końca pewna, w którym momencie zakończyła się fabuła pierwszego tomu. Komiks czytało mi się szybko, wystarczyło mi jedno popołudnie, żeby na spokojnie zapoznać się z całością, zatrzymując się przy tym dłużej na niektórych kadrach, czy okładkach rozdziałów.
Samą fabułę ciężko mi ocenić z prostego powodu: jest to adaptacja serialu, który widziałam kilka lat temu. To sprawia, że komiks jest dla mnie raczej solidnym przypomnieniem tego, co się działo. Jeden rozdział odzwierciedla wydarzenia z jednego odcinka. Komiks przypomniał mi, za co tak polubiłam Mandalorianina i jego towarzyszy. Przeżyłam także na nowo niektóre sytuacje, które zdążyły przez ten czas zblaknąć w mojej pamięci. Podobnie jak w poprzednim tomie, nie dowiadujemy się niczego nowego, co czasami zdarza się w książkowych adaptacjach z uniwersum Gwiezdnych Wojen.
Niestety muszę przyznać, że od strony grafik i rysunków, zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu tom pierwszy. W mojej opinii rysownikowi nie do końca wyszło oddanie mimiki twarzy bohaterów oraz ich rysów. Szczególnie zniechęciło mnie przedstawienie Moffa Gideona – nie rozpoznałam w nim Giancarlo Esposito. Jednak nie twierdzę, że całość jest zła, po prostu lekko odstaje od tego, co otrzymaliśmy ostatnio. Najbardziej ze wszystkich kadrów podobają mi się krajobrazy, takie jak nocne niebo nad Tatooine, czy przedstawienie Nevarro.
Recenzję pierwszego tomu znajdziesz tutaj.
Z kolei okładki są naprawdę dobrze wykonane, cieszą oko. Widać, że ktoś poświęcił na to znacznie więcej uwagi i czasu. Zarówno oficjalne, zamieszczone przed rozdziałami, jak i alternatywne (które są przyjemnym dodatkiem, umieszczonym na końcu komiksu) przyciągają uwagę. Mimo że każda ma w sobie coś specjalnego, myślę, że alternatywne wersje okładek są lepsze niż te, które zostały finalnie wybrane. Choćby ta z Mando siedzącym z Dzieckiem przy ognisku – bardzo podoba mi się ta gra świateł i cieni.
Scenariusz do tego komiksu napisał Rodney Barnes, przetłumaczył Jacek Drewnowski, a rysunki stworzył Georges Jeanty. Komiks ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont, któremu serdecznie dziękuję za wysłanie egzemplarza do recenzji.
Odpowiedz