Dwudziesty pierwszy tom flagowej serii uniwersum Akwilonu, zatytułowany Odrodzenie, to kolejny rozdział poświęcony Niebieskim Elfom, w którym Jean-Luc Istin oraz rysownik Kyko Duarte po raz kolejny udowadniają, że potrafią tchnąć świeżą energię w rozbudowaną sagę fantasy.
Fabuła koncentruje się wokół trudnej przysięgi złożonej przez Lanawynę, która dąży do wskrzeszenia wymarłej, dumnej rasy Czerwonych Elfów. Misja ta nie jest jednak wyłącznie wyprawą poszukiwawczą czy archeologiczną. Jean-Luc Istin bardzo dobrze wplata w nią wątek politycznego spisku, w którym rodzą się siły pragnące narzucić kontynentowi zupełnie nowy ład. Sytuację komplikuje przepowiednia głównej bohaterki, zapowiadająca pewne zmiany na geopolitycznej mapie świata.
Gdyby nie bohaterowie, tę opowieść spisałbym na straty. Zestawienie zdeterminowanej, targanej wątpliwościami Lanawyny z potężnym orkiem Turukiem tworzy ciekawą dynamikę w grupie. Nie spodziewałem się, że zielony stwór wniesie tyle luzu, sarkazmu i ten dziwny humor, który skutecznie rozładowuje powagę Niebieskich Elfów w niektórych sytuacjach. Cieszę się, że ork nie jest tylko poboczną postacią będącą gdzieś tam w tyle. Został pokazany jako bystry, lojalny wojownik mający trzeźwe spojrzenie na świat, co pokazuje, jaka jest różnica między nim a elfią wzniosłością.
Kunszt graficzny
Kyko Duarte wykonał świetną pracę jako ilustrator. Jego precyzja kadrowania, bogactwo detali i pewna kreska dobrze sprawdziły się zarówno przy monumentalnych panoramach zrujnowanych świątyń, jak i w niezwykle dynamicznych, brutalnych scenach walki. Szczególny ukłon należy się za sposób, w jaki pokazał wizję Lanawyny – przemyślana praca nad światłem i nasyceniem barw dodała nutkę niepokoju.
Podsumowanie
Elfy. Odrodzenie. Tom 21 to kolejna część zachwycająca swoją opowieścią i apokaliptyczną intrygą. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazuje się ponowne wprowadzenie orka Turuka – to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych i najlepiej poprowadzonych postaci w całym albumie. Jego cięty język oraz żywiołowy, bezpośredni humor stanowią znakomitą przeciwwagę dla ponurej aury ciążącej nad Lanawyną, skutecznie rozładowując napięcie. Finałowe wydarzenia nie tylko satysfakcjonują, ale przede wszystkim pozostawiają czytelnika z ogromnym apetytem na kolejne części.
Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzeplarz do recenzji.






Odpowiedz