W maju recenzowałam pierwszą część mangi Na skraju równowagi z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Nie była zbyt dobra, ale wystarczająca, abym dała jej drugą szansę. Poza tym dotyczy Wielkiej Republiki, której jestem absolutną fanką.
Za scenariusz odpowiada Shima Shinya oraz Daniel José Older. Ten drugi napisał powieść Na ratunek Valo, dla wyżej wymienionej serii. Książka nie porwała mnie jakoś specjalnie. Jak wykazał się w obiekcie dzisiejszej recenzji?
Wszystko po kolei.
Przede wszystkim, aby zrozumieć, co się dzieje, należy sięgnąć po powieści Wielkiej Republiki, które są podstawą serii. Akcja dzieje się między tytułami Burza Nadciąga a Gasnącą Gwiazdą.
Na Banchii osiedlili się ludzie, którzy mocno ucierpieli w trakcie Katastrofy Nadprzestrzennej, spowodowanej przez nihilów. Za ochronę odpowiada rycerka Jedi Lily Tora-Asi i jej padawan Keerin Fionn. Sprawują pieczę również nad młodzikami Nimą i Viv’nią.
W poprzedniej części, na planetę przedarł się wróg i wyrządził kolejne szkody. Ponadto wszyscy próbują się pozbierać po wydarzeniach z Festiwalu Republiki, opisanych w książce Burza Nadciąga.
Lily, postać, przez którą zastanawiałam się, czy w ogóle kontynuować serię, wpada w paranoję. Rozumiem, trzeba zadbać o bezpieczeństwo innych, ale mam wrażenie, że ona nie do końca wie, co robi. Każe wykopywać ludziom bunkry, jakby miało to zrobić wrażenie na nihilach umiejących obrócić w pył wszystko, co stanie im na drodze. Jedyna broń, jaka jest do dyspozycji to miecze świetlne Jedi. Ponadto ostatnio przeciwnik podał się za jednego z mieszkańców. Nasza rycerka nawet nie pofatygowała się, żeby przesłuchać ludzi, zadać rutynowe pytania. Gdy na Banchii pojawia się Mistrzyni Sav z kompletnie innym podejściem do życia, dziewczyna się denerwuje, bo powinno być tak, jak ona uważa. Przypominam, że w pierwszym tomie sama nie wiedziała, jaki ma cel i dokąd zmierza. Czy w tej części jest mniej irytująca? Nie. Przechodzi, chociaż minimalną przemianę? Tak, jednak dopiero po pewnej katastrofie, co jest moim zdaniem strasznie oklepane i przewidywalne.
A jej padawan?
Poza Mistrzynią Sav chłopiec również miał głos rozsądku, który chciał przekazać Lily. Jednak dziewczyna oczywiście wiedziała lepiej. Keerin to bohater, który był jednym z czynników, przez które sięgnęłam po kolejny tom mangi. Będąc Jedi jest miły, pomocny, ale i niecierpliwy oraz zdecydowanie mniej sztywny od swojej mistrzyni. Udzielał lekcji dziewczynkom oraz posłusznie wykonywał rozkazy. O ironio, jego występ, choć nie okazał się duży, ujął mnie pozytywnie, ale rozczarowanie, jakiego doznałam po tym, co zrobili z nim twórcy, wszystko zniszczyło. Muszę wtrącić, że z wyglądu bardzo przypomina Adriena z Miraculum: Biedronka i Czarny Kot. Różni ich tylko strój i padawański warkoczyk.
Jak wypadli inni?
Nima i Viv’nia to słodkie dziewczynki, które dopiero przygotowują się do zostania padawankami. Zawsze trzymają się razem, wszystko je zachwyca, ale próbują wyciągnąć jak najwięcej nauki od Lily i Keerina. Uważam, że trudno buduje się dziecięce, jednocześnie nieirytujące postacie. Tutaj się to udało. Jedyne, do czego muszę się przyczepić to tłumaczenie. Młodzik to dziecko, które dopiero zaczyna szkolenie. Słowo jak słowo, ale po co zmieniać je na „młodziczki”? To brzmi tak źle… W filmach, serialach i pozostałych elementach uniwersum, używano określenia „młodziki” niezależnie od płci. Bo w takim razie jak zwracać się do istoty, która jest rasy nieposiadającej rodzaju żeńskiego ani męskiego? Poza tym boli mnie to w oczy.
Przejdźmy do Mistrzyni Sav Malagán. To kobieta wywodząca się z gatunku Kyuzo. Jak wcześniej wspomniałam, ma całkiem inne podejście niż główna bohaterka, więc oczywiście przypadła mi do gustu. Jej postać jest tajemnicza, ale również potrafi okazać swoje długoletnie doświadczenie. Czasem można odnieść wrażenie, że jej główna cecha to bezwzględność, innym razem natomiast udowadnia, iż posiada rozbudowaną empatię.
Co więcej?
Cała fabuła wypada podobnie do części poprzedniej. Nieciekawie. Faktem jest, iż więcej się dzieje. Postacie są naprawdę interesujące (poza Lily). Pojawiają się Mistrzowie Gios i Arkoff. Wstawki z nihilami również wypadły całkiem dobrze. Mają też miejsce wydarzenia opisane w książce Gasnąca Gwiazda.
Za rysunki odpowiada Mizuki Sakakibara. Kreskę mogę opisać jako estetyczną i pasującą do klimatu. Kadry są przyjemne w odbiorze i chwilami poruszające. Mimika postaci, zwłaszcza Nimy i Viv’ni jest świetnie przedstawiona. Podoba mi się zielona szata graficzna okładek z obu tomów. Ponadto na końcu mamy rysunki wszystkich ważnych postaci, włącznie z Okiem i innymi nihilami.
Czy drugi tom Na skraju równowagi jest wart polecenia?
Nie uważam, że jest to pozycja, z którą trzeba się zapoznać. Podobnie jak poprzednia część, pełni rolę dodatku do pierwszej fazy serii Wielkiej Republiki. Nie wnosi żadnych informacji. Poznajemy jedynie nowych bohaterów. Być może w części trzeciej to się zmieni. Jeśli jesteście zagorzałymi kolekcjonerami i wielbicielami Gwiezdnych Wojen, możecie się skusić. Jeśli nie, lepiej sięgnąć po coś innego.
Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.
Odpowiedz