Ciemna strona baletu, czyli recenzja „Tiny pretty things”

0

Tiny pretty things to nowa propozycja od Netflixa. Akcja dzieje się w szkole baletowej w Chicago, w której nadarza się tajemnicza tragedia: upadek Cassie, czyli najlepszej uczennicy elitarnej szkoły.

Na wypadku dziewczyny korzysta Neveah, która dzięki temu zostaje przyjęta, mimo że nie dostała się w przesłuchaniu. Kiedy już wydaje się, że sprawa zostaje zamknięta, na światło dzienne wychodzą nowe fakty.

Serial to trafny opis rywalizacji jaki istnieje w świecie tańca. Pokazuje, że balet poza pięknym białym tutu i prostymi plecami, ma swoje ciemne strony. Szkoła skrywa wiele tajemnic, a przede wszystkim wiele skandali, których wycieknięcie może zrujnować życie wielu osób. Serial porusza problemy takie jak na przykład gwałt, więc nie jest to na pewno serial dla młodszej widowni.

Neveah to główna postać i uważam, że może być autorytetem wielu osób. Pomimo tego, że sytuacja nstolatki w szkole zależy od Monique, która jest dyrektorką szkoły, to nie boi się powiedzieć jej nie i przeciwstawić się niesprawiedliwym i krzywdzącym działaniom. Pragnie zmian i jej obecność mocno zmienia szkołę, a także stosunki między tancerzami, które stopniowo z ogromnej rywalizacji, zmieniają się we wzajemną pomoc i przyjaźni. Pomaga im to w grupowych działaniach na rzecz poprawy sytuacji i komfortu w szkole.

Jest to bardzo dobry serial i ma szansę stać się topową produkcją Netflixa. W mojej ocenie nie jest przewidywalny (mimo że na taki może się na początku wydawać). Cały czas zaskakuje widza i z jednej sprawy robi się nagle wiele innych równie wielkich, na co nie wskazywał początek.

Produkcja pokazuje również przemiany bohaterów i ich podejścia do różnych spraw. Najbardziej podobała mi się przemiana Bette, która wydawała się wredną i egoistyczną tancerką, a w trakcie trwania serialu pokazała, że pozory mogą mylić i każdy może się zmienić. W pamięci utkwiły mi jej słowa o tym, że na sali tanecznej rywalizują, ale poza nią mogą na siebie liczyć, co pokazuje, jak bardzo zżyci ze sobą są ci ludzie.

Taniec połączył tych młodych ludzi. Oddali mu całe swoje życie i zamknęli się w szkole z internatem, żeby osiągnąć wielką karierę.

Ciekawa jest także postać Ramona, który jest choreografem, ale ma swoje za uszami. Jest okrutny w swoich działaniach, co przestaje odpowiadać tancerzom. Poza salą taneczną spotyka się… no właśnie… jest to zdecydowanie romantyk i nie jest wierny jednej partnerce.

Serial jest świetny. Właściwie osobiście nie mam się do czego przyczepić. Dobór aktorów jest bardzo dobry. Każdy z nich idealnie pasuje do postaci, którą gra. Bardzo mi się podobał i stał się dla mnie jednym z ulubionych.

Jest to jedna z lepszych produkcji Netflixa na ten rok i mam ogromną nadzieje, że doczekamy się już nie długo drugiego części. Mogę was tylko uspokoić, że krążą plotki o kolejnego sezonu, a zakończenie pierwszego jednoznacznie wskazuje na to, że historię można poszerzyć o przynajmniej jeszcze jeden sezon. Mam nadzieje, że nie zmarnują potencjału produkcji i wykorzystają go w pełni.

Z czystym sercem mogę polecić Tiny pretty things i mam nadzieje, że każdy oglądający podzieli mój entuzjazm.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here