Gdy w Gotham dzieją się dziwne i niewyjaśnione rzeczy, Batman staje na straży porządku. Jednak tym razem, zagrożenie przyjdzie z… dołu.
Z kim musi zmierzyć się Batman?
Czy komiks jest godny polecenia?
W Gotham dochodzi do dziwnych zjawisk. Brutalność jest jeszcze większa, niż zazwyczaj, a gacek ma ręce pełne roboty. Harvey lub jak kto woli, Two Face ma dla Bruce’a ważne informacje. Okazuje się, że istnieje drugie, Dolne Gotham. Złowrogie, pełne krwi, traum i nieszczęść. Tamtejszy nietoperz, nie walczy o ludzi, lecz wydobywa z nich lęk i cierpienie. Co czeka głównego bohatera, po drugiej stronie?
Zacznijmy od tego, że cały koncept przypomina mi serial Stranger Things, właśnie przez ten alternatywny świat. Jednak tutaj nie tylko miasto jest odbite, ale i jego mieszkańcy. Fabuła okazała się bardzo ciekawa, choć mogłaby zostać bardziej rozwinięta. Niektóre wątki zostały potraktowane po macoszemu, a akcja chwilami gnała niezwykle szybko.
Autor próbował nadać Batmanowi jakiegoś charakteru, wykorzystując sceny z tym, jak próbował ratować bezmyślne byty. Mimo to gacek wypadł dość płasko i nieciekawie. Bardziej interesująca wydała się cała otoczka fabularna i pozostałe postacie, takie jak Two Face z Górnego, jak i Dolnego Gotham.
Innym bohaterem wartym uwagi jest Alfred.
Mężczyzna dba o rodzinę, jakby Bruce, Dick i cała reszta byli naprawdę jego dziećmi. Opowiada o tym, jak przeżywa każdą misję Batmana. Mówi o ciężarze, jaki musi dźwigać, choć nie okazuje słabości przed nietoperzem i jego sojusznikami. Szczerze ich wszystkich kocha, a zwłaszcza Bruce’a.
Fabuła mogłaby być lepsza, postacie również. Szata graficzna? Czyste mistrzostwo. Ten niezwykły styl i dobór kolorystyczny nie jest często spotykany. Artysta nie bał się eksperymentów, szalał i nie ograniczał się, jednocześnie porządkując stworzony przez siebie chaos. Samo oglądanie ilustracji jest warte posiadania tego tytułu.
Za scenariusz i rysunki odpowiada Christian Ward.
Batman: Miasto szaleństwa to nie jest zły komiks. Owszem, mógł być rozwinięty lepiej, ale sądzę, że wielu może zainteresować. Grafika to diament tego tytułu. Uważam, że warto mieć tę pozycję w swojej kolekcji.
Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.






Odpowiedz