Jeżeli założyć, że każdy ma swoim życiu etap, o którym nigdy nie chciałby opowiadać, to właśnie tę część życia Jagi przyszło mi poznać. Rzecz w tym, że jakoś ciężko jej współczuć, gdy całemu swojemu nieszczęściu winna jest jedynie ona sama…
W próbie ocieplenia tego wizerunku, czy choćby naprawieniu złego wrażenia nie pomagają nadchodzące święta, bo Bielinom znów grozi ogromne niebezpieczeństwo. Nieoczekiwana wizyta Dziada Mroza i demonicznego jelenia wcale nie sprzyjają rozmowie o przyszłości związku szeptuchy i kapłana, a gdyby tego wszystkiego było mało, to okazuje się, że w Szczodre Gody zaginął bóg umarłych…
Mszczuj to już kolejny tom cyklu Kwiat Paproci, więc miałam co do niego spore oczekiwania, które poniekąd zawiódł. Spodziewałam się poznać historię bielińskiego kapłana, zrozumieć co spowodowało, że z ambitnego i zakochanego faceta z Gniewy, stał się wypalonym zawodowo alkoholikiem z Szeptuchy. Nie dostałam tego. W Mszczuju samego Mszczuja jest niewiele, a jak już jest… to jakiś taki blady i niezbyt wyrazisty. Ja wiem, że to miał być miły, łagodny i troskliwy facet, ale charakter również wypadałoby, by czasem pokazał. Cały wątek załamania Mszczuja i popadania w nałóg został potraktowany po macoszemu, opisany po łebkach. Uważam, że ta część przygód Jagi zabrała postaci kapłana wielowymiarowość, robiąc z niego zupełne tło i niezbyt istotny dodatek do życia Bielińskiej szeptuchy. Przez którą to z resztą stał się zagubionym i samotnym kapłanem, targanym wyrzutami sumienia.
Skoro tytułowy bohater nie jest głównym wątkiem, to co w takim razie nim jest? Oczywiście Jarogniewa, a raczej jej niezdecydowanie. W chwili gdy Mszczuj proponuje jej rozwód, ma idealną okazję odzyskać swobodę, o którą tak zaciekle walczyła. Problem w tym, że nagle zaczynają ją zżerać od środka wyrzuty sumienia, a do głowy wdziera się sugestia, iż kapłan może nie być jedyną osobą ze złamanym sercem. Na jaw wychodzi też jej zupełnie nowa twarz — głupiej, samolubnej, niezdecydowanej dziewczynki. Wyniszcza i krzywdzi ludzi wokół siebie, a już w szczególny sposób mężczyznę, który oddał jej serce. Powiedzieć, że stosunek kobiety do Mszczuja jest okrutny, to tak jakby nie powiedzieć nic. Jej rozterki o tym czego boi się bardziej: utraty wolności czy straty przyjaciela, miałyby o wiele lepszy wydźwięk, gdyby nie odbywały się podczas zbliżeń ze Swarożycem… który w tym tomie okazał się najlepiej napisaną postacią. Oczywiście dalej jest egocentrycznym dupkiem, jak lubi nazywać go Jaga. Był jednym z moich ulubieńców od początku serii, ale Mszczuj naprawdę wiele dołożył do jego charakteru, pokazując to jak sprytny, czujny, a niekiedy nawet sentymentalny potrafi być. W całej tej przygodzie on jeden trzyma się swojej roli na należytym poziomie.
Pomimo tych wszystkich żali, tak jak wspomniałam na wstępie, Mszczuj jedynie w pewnym stopniu zawiódł moje oczekiwania. Historia sama w sobie dalej jest wciągająca, świetnie napisana i z dużą dawką mitologii, tym razem nie tylko rodzimej. Pod względem stylistycznym Katarzyna Berenika-Miszczuk wciąż jest wysokiej klasy pisarką, która potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat. Do tego stopnia, że do Mszczuja uważałam Kwiat Paproci za czytelniczy pewnik. Po jego lekturze zaczynam mieć pewne wątpliwości co do dalszych przygód Jagi i kierunku, w którym zmierzają jej decyzje.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Mięta.
Odpowiedz