Kiedy serce rytm wybije, czyli recenzja filmu „Mulan”

0

Każda dziewczynka w dzieciństwie poznaje przepiękne bajki o księżniczkach, ich losach oraz happy endzie. Przeżywają nieskazitelne historie w niezwykłych królestwach. Nie można tego samego powiedzieć o bohaterce chińskiej legendy.

Bajka o Mulan wyróżnia się tym, że dziewczyna nie pochodzi z żadnej królewskiej rodziny ani nie zakochuje się w żadnym księciu. Jest to zwykła dziewczyna oddana rodzinie, która postanawia zastąpić ojca na wojnie.

O wersji aktorskiej bajki dowiedziałam się dwa lata temu, kiedy zaczynały się zdjęcia do filmu.
Niestety premiera zapowiedziana na wiosnę 2020 roku nie odbyła się. Pandemia spowodowała zamknięcie kin, co było jednoznaczne z brakiem seansów najnowszych premier. W wielu innych krajach Mulan została dodana na nową platformę streamingową – Disney+. Niestety, żeby obejrzeć najnowszą produkcję, trzeba uiścić dodatkową opłatę. Na szczęście film trafił w Polsce do kin, przez co jest to dla nas bardziej opłacalne. Bilet na pewno jest dla nas o wiele tańszy niż koszt opłaty, który musielibyśmy ponieść.

Po nieudanej wiosennej premierze moja fascynacja tym filmem trochę wygasła. Nie byłam pewna, czy w ogóle będę miała szansę go zobaczyć.

Jakiś czas przed zapowiedzianą emisją Mulan w kinach usłyszałam oryginalną wersję piosenki z filmu. Teledysk był przepiękny i idealnie pasował do produkcji. Byłam zachwycona, że taki cudowny soundtrack będę mogła usłyszeć w kinie i prawdopodobnie w polskiej wersji. Niestety po jakimś czasie dowiedziałam się, że będzie to piosenka z napisów końcowych, więc szansa na to, że usłyszę tekst w naszym ojczystym języku legła w gruzach. Bardzo rzadko jest spotykane, by to robili. Dwa tygodnie przed premierą pozytywnie się zaskoczyłam! Na Platformie YouTube ukazała się polska wersja piosenki Christiny Aguilery w wykonaniu Zuzy Jabłońskiej! Przepadałam. Do dzisiaj słuchałam jej non stop, ponieważ uważam, że to, co zrobili i wokal Zuzy jest nieziemski.

Premiera filmu Mulan odbyła się 11 września 2020 roku. W kinie pojawiłam się dzień później. Od razu można było dostrzec różnicę w liczbie ludzi na sali. Przed pandemią ledwo można było załapać się na miejsce na najnowszą produkcję. Natomiast teraz, dzień po premierze, na sali było tylko paręnaście osób. Wspomnę, że byłam w dużym mieście, więc byłam zdumiona. Miło się zaskoczyłam tym, że nie widziałam tylko rodzin, ale także młodzież, która zapewne przyszła zobaczyć jak wypadła produkcja ich dzieciństwa w nowej wersji. Ogromny plus za to!

Na wstępie wspominam, że nie obejrzałam animacji przed planowanym pójściem do kina. Ostatni raz widziałam ją ponad dziesięć lat temu. Myślę, że jest to ważne dla odbioru filmu. Niektórzy specjalnie przypominali sobie wcześniejszą wersję, by móc odnaleźć różnice i podobieństwa i na tej podstawie oceniali Mulan. Ja podeszłam do tego w bardziej swobodny sposób — przypomnienie sobie bajki dzieciństwa i ciekawość tego, jak ugryźli to nowi producenci.

Mogę powiedzieć, że jeśli jesteście nastawieni na taką samą fabułę jak w animacji, to się rozczarujecie. Historia filmu oparta jest na chińskiej legendzie o dzielnej wojowniczce, a nie na animacji z 1998 roku.

Największym rozczarowaniem dla mnie było brak takiej wspaniałej postaci, jaką był Mushu!
Z wiadomych informacji nie został on odwzorowany w filmie ze względu na wywołanie negatywnego odczucia u mieszkańców Chin. Smok kojarzony jest tam z siłą i szacunkiem, a ukazanie go w takiej niepoważnej formie mogłoby urazić tamtejszą publiczność.

Na początku filmu zostaje nam ukazane dzieciństwo głównej bohaterki. Od początku możemy zauważyć, że wyróżnia się na tle innych dzieci. Posiada w sobie większą moc, która nazywana jest Chi. Musi się z tym ukrywać, ponieważ tylko mężczyźni powinni w sobie ją rozwijać. Płeć piękna może zostać uznana za wiedźmy.

Byłam nastawiona na romans między główną bohaterką a Honghui. Rozczarowałam się.
Jedna scena mogłaby wskazywać, że w przyszłości może coś między nimi zaiskrzy, dlatego jeśli pojawi się druga część, to będę miała nadzieję na rozwinięcie tego wątku.

Cały seans zleciał mi bardzo szybko. Nie zauważyłam, kiedy zleciały te dwie godziny. Jako jedna z nielicznych siedziałam do samego końca, by posłuchać piosenki z napisów końcowych.

Bardzo pozytywnie odebrałam Mulan. Słyszałam, że wiele osób mocno krytykuje produkcję i uważa, że lepiej, gdyby nie powstała. Może zdaniem jest inaczej. Dzięki temu starsza widownia mogła sobie przypomnieć o istnieniu młodej wojowniczki, a młodsza dowiedzieć się o jej istnieniu. Gdybym miała jeszcze raz decydować czy wybrać się do kina, zdecydowałabym się. Polecam każdemu zapoznać się z nim i wyrobić swoją własną opinię. Na koniec warto także wspomnieć, że dzięki Mulan za granicą wzrosła o 68% liczba pobrań Disney+, co uzmysławia, jak wielu odbiorców przyciągnął już ten tytuł.

0 0 vote
Article Rating

Dodaj komentarz

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments