„Droga Szamana: Gambit Kartosa” – recenzja książki

0

Mimo, że pierwszy tom nie wywarł na mnie wrażenia, nie wciągnął mnie mocno, to postanowiłam dać szansę drugiemu. Czy to była dobra decyzja?

Myślę, że dobra, gdyż już w drugi rozdział bardzo mnie zaintrygował. W końcu zadziało się coś, czego brakowało mi w pierwszym tomie. Akcja nabierała tempa, było tajemniczo i mrocznie.

Miejsce, do którego przeniesiony został Machan stawało się coraz bardziej interesujące. Potwór, który co siedem dni nawiedza małą wioskę na obrzeżach Imperium Kołotówkę i sieje spustoszenie. Brzmi ciekawie! I z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej ciekawa, jak to się potoczy. O dziwo okazało się, że jest on przywoływany przez tutejszą gospodynię, która przyjęła pod swój dach Machana. Co za zbieg okoliczności prawda?

Humor nie odstawał, był na bardzo wysokim poziomie. Autor w tej części postarał się, aby czytelnik nie nudził się, poznając ten zwariowany świat. Wiele scen wywołało u mnie śmiech czy parsknięcie.

Najbardziej rozśmieszyła mnie scena, w której Machan przebiera się za kobietę z rasy Ork, aby odwrócić uwagę Goblinów i uratować więzione małe wilki. (Gobliny mają słabość do orczych kobiet). Przy tej scenie nie można być poważnym, wybuchasz niekontrolowanym śmiechem. Nawet wilki się z niego śmiały!

Praktycznie cała fabuła jest skupiona na nim i jego drodze do doskonalenia się w specjalności Szaman.
W tej części również wszystko przychodzi mu łatwo. Jak on to robi? Sama nie wiem, czemu ale irytowało mnie to. Jak można mieć takie szczęście?
Jednak był moment, kiedy dostawał same zwykłe zadania nic niewnoszące do statystyk, co w sumie mnie ucieszyło. Wiem to okrutne, ale chociaż była to odskocznia od jego nadmiernego szczęścia, które czasami bywało przytłaczające. Zdecydowanie za dużo jak na jeden raz!

Każdy początkujący szaman musi wybrać swój własny rozpoznawczy totem. Machan wybrał małego uroczego smoka, który potrafił mówić! Pomyślałam, wtedy fajnie by było mieć takiego smoka lub inne nietypowe zwierzątko. Ktoś z Was też chciałby mieć?

W tej części było dużo matematyki. Dosłownie! Wyobraźcie sobie pięć stron książki fantasy, która mówi o tym, jak rozwiązywać zadania matematyczne. Podsumuje to: dziwnie się czytało, więc jeśli ktoś się zdecyduje, to radzę pominąć kilka stron.

Najciekawsze były zadania, które dostawał Machan na przykład Leśne Licho czy Oko Mrocznej Wdowy. Były tajemnicze, ekscytujące i zapewniały niesamowitą dawkę emocji. Z niecierpliwością oczekiwałam na rezultaty jego działań, które zazwyczaj doprowadzały mnie do śmiechu. Jakoś często nic nie wychodziło po jego myśli. Ciekawe dlaczego?

Na tym kończąc, mogę śmiało stwierdzić, że ta część zdała test, gdyż podobała mi się bardziej niż pierwsza. Może było kilka rzeczy, które mnie denerwowały, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.
Najważniejsze, że czytało mi się ją o wiele lepiej niż poprzednią. Liczę, że w trzecim tomie będzie taki sam klimat.

Jeśli lubicie, gdy w książce przeważa dobry humor to idealna pozycja dla Was. Nie zawiedziecie się!

0 0 vote
Article Rating

Dodaj komentarz

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments