Martwy, a jednak żywy – „Star Wars. Łowcy nagród: Szkarłatne rządy”

Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze podejście do serii Łowców Nagród. Czy sięgnęłam po komiks tylko ze względu na crossover? Owszem. Być może spodoba mi się na tyle, by kontynuować tę historię.

Po Wojnie Łowców Nagród życie stało się jeszcze bardziej niebezpieczne niż zwykle.

Czy uda się powstrzymać Szkarłatny Świt?

Po walce z Bobą Fettem dla Valance’a nie było już nadziei na przetrwanie. Pojawiło się jednak światełko w tunelu. A raczej miecz świetlny Dartha Vadera, który naprawił cybernetycznego łowcę i zmusił do współpracy. Mroczny Lord nadal jest wściekły na Szkarłatny Świt. Organizacja upokorzyła Imperium. Wywołując wojnę syndykatów, sprawiła, że sprzymierzeńcy Imperatora zwrócili się przeciw niemu. Postanowiono zniszczyć Qi’rę i Świt. Najlepiej zacząć od szpiegów. Zadanie Valance’a polegało na unieszkodliwieniu zdrajców.

W tym czasie pozostali łowcy wspominają swojego „zmarłego” przyjaciela. Jednak nie ma czasu na płacz. Szkarłatny Świt porwał dziewczynkę, będącą dziedziczką dwóch frakcji w tym jednej pod nazwą „Klan Niepokonanych”. Jeszcze tego brakowało, żeby Qi’ra nie tylko wprowadzała chaos, ale i miała władzę nad wszystkimi.

Ekipa postanowiła zrobić wszystko, aby to zatrzymać.

Moim zdaniem, historia sama w sobie jest naprawdę ciekawa. Zwłaszcza to całe zamieszanie wokół Świtu. Dużo się dzieje. Czasem, aż za dużo. Jednak bardziej interesująca wydała mi się perspektywa Valance’a, zmuszonego do pracy z Vaderem. Poważnie, nie dość, że łowca, to jeszcze cyborg. Do tego ma osoby, które szczerze kocha i potrafi dla nich walczyć nawet z drugiego końca Galaktyki. Bardzo dobrze napisano tę postać.

Ponownie spotykamy Zuccusa. Poznałam go dopiero w Wojnie Łowców Nagród, jednak tam zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Tutaj jest całkowicie inna sytuacja. Uważam, iż wypadł świetnie. Można sądzić, że żyjąc z krwawych zadań, nie da się mieć zbyt rozbudowanej empatii. Bohater, o którym mowa, był w stanie postawić przyjaźń ponad misję. Dzięki temu nie tylko ją wypełnił, ale i uratował dawnego towarzysza. Dodatkowo jako łowca również sprawdził się wyśmienicie.

Pojawia się również Bossk. Nie sądzę, aby był nudny. Po prostu tutaj pokazano go, jako typowego osiłka, którego musi mieć każda drużyna. Trandoshianin nie irytował swoim zachowaniem. Chętnie zobaczę jego przyszłe występy. Być może bohater ten zostanie bardziej rozwinięty.

O Tasu Leech to nawet nie wiem, co powiedzieć. Nie zainteresował mnie w ogóle. Prawdę mówiąc, nie wiele udało mi się zapamiętać z jego poczynań.

Pozostaje jeszcze T’onga. Nowa przywódczyni łowców, zajmująca miejsce „zmarłego” Valance’a. Jako świeża liderka sprawdziła się bardzo dobrze. Podobało mi się, że nie zrobiono z niej od razu perfekcyjnej szefowej. Czasem coś się nie udało, innym razem musiała pokazać, iż potrafi myśleć szybko w kryzysowej sytuacji i wyciągnąć drużynę z opresji. Jej żona, Losha, wykazała się natomiast talentem snajperskim i brakiem charakteru. Postać ma potencjał i czekam na dalsze rozwinięcie.

Kreski artystów są spójne i nie odcinają się zbyt od siebie. Jestem pod wrażeniem tego, co dzieje się w kadrach. A dzieje się dużo.

Ethan Sacks, scenarzysta komiksu, rozbudził moją ciekawość. Nie mogę doczekać się tego, co będzie dalej, gdy łowcy dotrą do „Vermillionu”.

Gorącą zachęcam do zapoznania się pozycją Łowcy nagród: Szkarłatne rządy. To świetna historia, która coraz bardziej zbliża nas do upadku Szkarłatnego Świtu.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Would love your thoughts, please comment.x