W ostatnich latach wyprodukowano wiele filmów akcji, ale tak naprawdę żaden z nich nie odniósł większego sukcesu niż Matrix. Pierwszy film z tej serii odniósł ogromny sukces, dzięki czemu nastąpiła kontynuacja: Matrix Reaktywacja oraz Matrix Rewolucje.
W 2019 roku potwierdzono długo wyczekiwaną część Matrix Zmartwychwstanie. 4 cześć stała się epicko romantycznym filmem. Akcja rozgrywa się około 20 lat później po poprzedniej części. Neo zajmuje się swoimi codziennymi sprawami w San Francisco, pozostając w roli Thomasa Andersona – programisty gier. Jego ciągłe wizyty u terapeuty informują o tym, że musiał się wpakować za przeproszeniem w niezłe gówno. Terapeuta przepisuje bohaterowi podejrzanie wyglądające niebieskie tabletki. Dodatkowo mężczyzna wyznaje, że ma dziwne wizje i sny oraz miał chęć skoczenia z dachu, aby sprawdzić czy potrafi latać. Kiedy partner biznesowy Andersona, Smith zwraca się do niego z informacją, że jest duże zapotrzebowanie na nową grę Matrix. Protagonista wpada w spiralę nudy, która zostaje przerwana, gdy niespodziewanie zjawia się dwójka nieznanych mu ludzi. Niebieskowłosy Bugs, oraz człowiek, który zwie siebie Morfeuszem.
Odniosłam wrażenie, że moment, w którym Smith zwraca się do Thomasa powstał dla zabawy. Jednakże ukryty pod nim cynizm mówi sam za siebie. „Chcieliście kolejną część, a więc proszę bardzo”. Dodatkowo Matrix Zmartwychwstanie miało się nie ukazać ze względu na pandemię. Z tego co nam wiadomo, Wachowski chciał porzucić dokończenie tej części. Na szczęście za namową obsady film w końcu ujrzał światło dzienne. Mimo że zwiastuny nie zachęcały, to okazał się zaskakująco dobry, a co najważniejsze nie zabrakło w nim humoru. Moja końcowa ocena to 8/10
Komentarzy