Maciej Torebko wystąpi dziś w roli autora kryminału, który jest również debiutem artysty na rynku literackim.
Z wielką chęcią osobiście sprawdzę jak sobie poradził, a sama książka zaciekawiła mnie swoim opisem, więc tym bardziej postanowiłam dać jej jakąkolwiek szansę.
Czy było warto?
Akcja dzieje się w Białymstoku. Przyglądamy się poczynaniom podkomisarza Ariela Janickiego. Mężczyzna jest ojcem małej Leny i byłym już partnerem jej matki. Pewnego dnia, opiekując się córką, dostaje wezwanie do lasu w sprawie znalezionych zwłok. Wpada również w tym samym miejscu na prawie nagą dziewczynę, z którą w żaden sposób nie da się porozumieć. Janicki nie zostaje jednak dopuszczony do sprawy, co niesamowicie go denerwuje. Niedługi czas później dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiara ma wypalone na powiekach symbole, jakimi są „Ręce Boga”. To tylko początek ciągu okropnych wydarzeń, a sama sprawa sięga daleko w przeszłość. Czy uda się zatrzymać osobę odpowiedzialną za te wydarzenia?
Co łączy znalezioną dziewczynę, trupy w lesie i morderstwa na tle religijnym?
Już od pierwszych stron autor pokazuje czytelnikowi, że nie będzie to lekki kryminał. Dostajemy całkiem dosadny opis gwałtu na prawdopodobnie nieletniej osobie. Dalej Maciej Torebko serwuje nam również brutalne morderstwa, więcej przestępstw na tle seksualnym i całą masę przekleństw. To ostatnie w sumie nie dziwi, skoro akcja dzieje się w Polsce. Tak czy siak, osoby bardziej wrażliwe mogą ciężko przejść przez tę lekturę.
Zerknijmy na bohaterów.
Mimo to, towarzyszenie Arielowi Janickiemu w rozwiązywaniu sprawy okazało się tak wciągające, że pochłonęłam książkę w niecałe trzy dni. Sama postać podkomisarza została bardzo ciekawie napisana. Trochę awanturniczy, arogancki, lubiący alkohol… brzmi jak większość Polaków. Ariel to zagubiony człowiek, który popełnił w życiu sporo błędów.
Ma jednak dobre serce, stara się być wspaniałym ojcem, co jest doceniane przez jego córkę. Nie, do Janickiego nie mogę się przyczepić.
Następna w kolejności jest młodziutka sierżant – Monika Dydek. Nowa partnerka głównego bohatera. Na początku jej nie polubiłam. Wydawała się sztywna i bez charakteru. Ściśle trzymała się reguł, za co chyba nie powinnam winić policjantki. Chodzi o to, że dziewczyna jedyne doświadczenie posiadała z podręczników. Ariel udowodnił jej, że praktyka niewiele ma wspólnego z teorią. Monika na szczęście pokornie weszła w rolę uczennicy, przez co wraz z Janickim tworzyli całkiem zgrany zespół. Pokazała też swojemu mentorowi, że czasem podręczniki bywają przydatne.
Bury, czyli Zbyszek Burecki to prawie emerytowany, były partner Ariela. Lubi alkohol i ma dziwne fantazje seksualne, które pozwolę sobie pominąć w tej recenzji. Wraz z głównym bohaterem, zawsze mogą na siebie liczyć.
Poznajemy także WW, czyli Wiktora Wojtulewicza. Nemezis i największy arcywróg Janickiego, a do tego beznadziejny policjant. Jak on tym człowiekiem gardzi, to nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić. Bardziej nie znosi chyba tylko głównego antagonisty powieści i Alberta, czyli obecnego partnera swojej byłej.
No tak, jeszcze przeciwnik. Jest to morderca, gwałciciel, pedofil i psychopata w jednym. Jeśli, ktoś trzyma jego stronę, czytając książkę, powinien się nad sobą poważnie zastanowić. Człowiek ten ma wypaczoną psychikę i uważa się za wybrańca. Mimo iż to szaleniec, policja ma z nim nie lada problem.
W powieści pewną rolę gra też, sztywna, aczkolwiek elegancka pani prokurator Aldona Kunicka i komendant, szef Ariela, który ma niesamowite pokłady cierpliwości, gdyż jakimś cudem nie siedzi jeszcze w więzieniu za zabicie swojego podwładnego.
Autor umieścił w bohaterach pewną nutkę szczerych emocji. Wszystko wydawało się nad wyraz autentyczne, co jeszcze bardziej sprawiało, że nie mogłam oderwać się od lektury.
Przez prawie całą powieść, w pełnym skupieniu, śledziłam losy postaci. Akcja była perfekcyjnie wyważona, a fabuła nie pozwalała na nudę. Raz oglądaliśmy działania policji, a czasem zaglądaliśmy do mordercy. Często śmiałam się głośno, innym razem musiałam wziąć głęboki oddech i przeanalizować, co się wydarzyło. Pod koniec autor tak wszystko przyśpieszył, że autentycznie poczułam się zmęczona. Ponadto zamiast rozwiązania, otrzymaliśmy coś na zasadzie wstępu do kolejnej części, która nie wiadomo czy w ogóle powstanie. Fatalne zakończenie i jakże rozczarowujące. Szkoda, bo było naprawdę ciekawie. Przyznam również, iż po tak szybkiej końcówce nie jestem pewna, czy chciałabym sięgnąć po kolejny tom.
I jeszcze jedna rzecz, która absolutnie odrzuca mnie w tej książce. Okładka. Jako studentka sztuki, miałam sporo do czynienia również z grafiką komputerową. Ten twór to lekkie nieporozumienie można by rzec. Font tytułu jest bardziej szczegółowy i przykuwający uwagę niż samo zdjęcie, które wydaje się w ogóle niepotrzebne. Efekty, typu przechylenie liter czy dodanie do nich cienia, sprawiają wrażenie, że okładka jest ciężka i amatorska. A fragmenty recenzji psują jej odbiór jeszcze bardziej i mają wydźwięk, iż ktoś zapłacił, za te dobre słowa. Poza tym, w środku na skrzydełkach mamy te same fragmenty, które są zawarte na przedniej okładce. I to naprawdę by wystarczyło. Nie trzeba kłuć czytelnika wspaniałymi opiniami, już na pierwszej stronie, zwłaszcza że sama książka nie była wtedy w sprzedaży. Czasem mniej, znaczy lepiej.
Jednak polskie porzekadło brzmi „nie oceniaj książki po okładce”. Mimo iż zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało, to sama powieść jest godna polecenia. Ariel Janicki na pewno zostanie wpisany na listę moich ulubionych bohaterów literackich. Maciej Torebko, w swojej debiutanckiej książce wypadł naprawdę dobrze. Jeśli jesteście gotowi na pełen emocji kryminał, sięgnijcie po Ręce Boga.
Dziękuję Wydawnictwu Initium za egzemplarz do recenzji.
Odpowiedz