Pomimo nieustannego rozwoju nauki, co rusz dokonywania przełomowych odkryć, dalej nie potrafimy wyjaśnić, dlaczego niektórzy z nas widzą więcej niż inni.
Jak dochodzi do opętań czy nawiedzeń? Stawiamy tarota, korzystamy z usług jasnowidzów i wróżek, a wszystko to by choć na moment zanurzyć się w świecie, którego istnienia nie jesteśmy pewni. Zdradzę wam jednak sekret, ten inny świat interesuję się też naszym…
Już na samym początku zaznaczę, że Nocna strona natury została wydana po raz pierwszy w 1848 roku. Jak można się zatem domyśleć, skupia się ona głównie na przypadkach z tego okresu. Przy większości z nich Catherine Crowe wspomina, że poznała je dzięki listom wysyłanym przez osoby, które ich doświadczyły lub dzięki gońcom. Powołuje się także na wysoko urodzonych świadków owych zajść, co w tamtych czasach było wyjątkowo istotne. Sama książka podzielona została na 18 rozdziałów, a każdy z nich skupia się na innym rodzaju zjawisk nadprzyrodzonych, jak na przykład: pojawianie się widm, prorocze sny, opętania czy nawiedzone miejsca.
Tym, co trzeba przyznać autorce, to fakt, że do każdego z omawianych tematów podeszła bardzo rzetelnie. Na poparcie każdego prezentuje co najmniej kilka przykładów, jednocześnie zauważając, że część zdarzeń da się jednak wytłumaczyć w logiczny sposób. Skupia się na ludziach, których one dotknęły, ich doświadczeniach i tym, co później się z nimi działo. Tworzy to swego rodzaju osobliwą księgę anomalii XIX wieku. Autorka wykazuje fenomen pewnych zajść i jak bardzo poruszyły one ówczesne społeczeństwo. Jestem święcie przekonana, że gdyby podobne rzeczy wydarzyły się obecnie, to ludzie byliby wobec nich zdecydowanie bardziej sceptyczni. W końcu dziś wierzy się głównie w naukę. Pojawia się zatem pytanie: dlaczego wznowiono nakład Nocnej strony natury? Zapewne dlatego, że autorka nie uważa swoich rozważań za niepodważalną prawdę. Ba, wręcz zachęca do analizowania na swój własny sposób każdej z jej tez. Innymi słowy, nie narzuca nikomu swoich poglądów, nie każe uwierzyć we wszystko, co opisuje, ale zachęca do zastanowienia się nad tym, czy nauka, aby na pewno jest w stanie odpowiedzieć na każde pytanie.
Zdecydowanym, a zarazem jedynym minusem jest sam styl pisarski. Całość ma formę monologu, który za wszelką cenę stara się wyglądać naukowo oraz filozoficznie. Z pewnością nie mogę nazwać tego lekką i relaksującą lekturą, wręcz przeciwnie, bliżej jej do określeń typu ciężka lub wymagająca. By w pełni zrozumieć, przyswoić każdy z przykładów należy maksymalnie zaangażować się w jej czytanie, a biorąc pod uwagę, że owo dzieło liczy około 520 stron, bywa to najzwyczajniej w świecie nużące. Zdecydowanie zabrakło tu czegoś, co utrzymałoby przy sobie czytelnika na dłużej. Dodatkowo, choć książka skatalogowana została jako horror, nie doszukałam się w niej przysłowiowego „dreszczyku”. Wszystkie przytoczone sytuacje opętań czy nawiedzeń faktycznie wydają się w pierwszej chwili dość przerażające, głównie dzięki temu jak realnie zostały zaprezentowane. Jednak chwilę później człowiek zupełnie zapomina o ich istnieniu na rzecz kolejnych przytoczonych sytuacji lub postaci. Choć brzmieć to może dość irracjonalnie, to wydaje mi się, że natłok owych zjaw i widm odebrał tej pozycji grozę.
Jak zatem książka prezentuje się w ostatecznym rozrachunku? Jako bardzo wymagająca, ale zarazem unikatowa lektura. Przyznam, że mi osobiście przyjemność sprawiła już sama możliwość przeczytania dzieła sprzed prawie 200 lat. Zwłaszcza że zostało ono wydane w tak pięknej formie dzięki wydawnictwu Zysk i S-ka, któremu serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Recenzje książek o podonej tematyce:
Recenzja książki „Poczuj magię księżyca” Keylah Missen
Mordercze Krzesła i Pechowa Mumia, czyli recenzja „Przeklętych przedmiotów”. Odważysz się zajrzeć?
Odpowiedz