Schematyczna groza – recenzja filmu „The Wretched”

0
86

Domek letniskowy położony na uboczu, pradawna tajemnica skryta w pobliskim lesie to elementy, które tworzyły już wiele filmów grozy. Twórcy The Wretched również je wykorzystują. Z jakim skutkiem?

Zbuntowany nastolatek Ben (John-Paul Howard) przyjeżdża na wakacje do ojca, który mieszka nieopodal niewielkiego miasteczka. Chłopak pomaga w pracach na pobliskiej przystani, zawiera nowe przyjaźnie, a także z coraz większym niepokojem obserwuje, dziwnie zachowujących się sąsiadów. Młode małżeństwo z dwojgiem dzieci, choć na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, tak naprawdę skrywa mroczną tajemnicę. Okazuje się, że w pobliskich lasach żyje wiedźma, która opętuje ludzi, karmiąc się ich emocjami, a szczególnie zapomnieniem bliskich.

Całość nie jest szczególnie odkrywcza. Reżyserzy, bracia Brett i Drew Pierce, postawili raczej na klasyczne rozwiązania, często nawiązujące do horrorów z lat dziewięćdziesiątych. Serwują widzom kilka ciekawych zwrotów akcji, jednak w niektórych zachowaniach bohaterów brakuje logiki i nie trzymają się kupy. Sporo scen jest sztampowych i schematycznych, wykorzystujących znane z wielu innych produkcji motywy. Należy jednak przyznać, że film przez większość seansu trzyma w napięciu, niektóre sceny mogą wywołać strach i szybsze bicie serca.

Właśnie ten dysonans pomiędzy tymi elementami sprawia, że o filmie można szybko zapomnieć, nie zostanie na długo w pamięci. Zmarnowano tkwiący w samym pomyśle potencjał (a ten wydaje mi się spory), niepotrzebnie spłycając całość. Gdyby twórcy więcej akcentów położyli na strach przed wykluczeniem (w końcu bohaterem jest przeżywający okres młodzieńczego buntu chłopak), a także sam pomysł na wiedźmę, mógłby wyjść z tego bardzo dobry horror. A tak mamy do czynienia jedynie z solidną produkcją, którą fan kina grozy obejrzy i skwituje wzruszeniem ramion.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments