Tinder dla nowożeńców, czyli jak wziąć „ślub od pierwszego kliknięcia”

Ślub od pierwszego kliknięcia
fot. Patrycja / autorskie

Powieść Claire Frost to z pozoru szalona historia o Hannah i jej wyjściu za mąż za zupełnie obcego człowieka. Czego zatem można się spodziewać po tekście?

Nie bez powodu w leadzie napisałam „z pozoru”. W rzeczywistości przeplatają się tam dwa wątki przyjaciółek i ich kłopotów miłosnych (małżeńskich). Do samego tytułowego wydarzenia dochodzi dopiero w połowie książki. Wcześniej czytelnik jest raczony mnóstwem planów, przemyśleń, przygotowań oraz innych nieco nudnawych, zmyślnych perypetii. Czy to jednak zupełnie przekreśla tę opowieść?

Z tego miejsca chciałabym ostrzec o spoilerach, które mogą się pojawić w poniższej recenzji. Zainteresowanych przeczytaniem Ślubu od pierwszego kliknięcia, prosiłabym o przejście bezpośrednio do sekcji „Czy warto kliknąć?”.

Odarcie z kłamstwa namiętności

Kiedy zobaczyłam blurb i zdecydowałam się zająć sporządzeniem opinii, spodziewałam się szaleństwa do kwadratu, absurdu, wybuchów namiętności. Zamiast tego otrzymałam dosyć ckliwą historię o sile przyjaźni oraz o tym, że w małżeństwie trzeba niejako rozmawiać, aby było ono udane. Dosyć to banalne, prawda?

I taka właśnie jest cała fabuła powieści. Poza samym pomysłem zaaranżowanego związku Hannah przez Jess, to zwykła, niczym niewyróżniająca się obyczajówka. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że to taki przeciętniak na rynku.

Z drugiej jednak strony ktoś może uznać, że Claire Frost ukazuje szarą rzeczywistość. W końcu życie z tą drugą połówką to nie tylko słodkie chwile, ale też i gorzkie kłótnie, nieporozumienia. Niby wszyscy mamy podstawową wiedzę na temat komunikacji interpersonalnej oraz to, jak istotna jest ona w tworzeniu i utrwalaniu relacji. Mimo to wciąż ludzkość popełnia te same błędy i nie decyduje się na szczerą rozmowę z partnerem, partnerką czy przyjacielem.

Osobiście uważam, że istnieje wystarczająco wiele pozycji przedstawiających ten temat. Znaczna część z nich już dawno temu odarła złudzenie perfekcyjności w związku, być może i lepiej niż zrobiła to autorka w tym konkretnym przypadku.

Ogromna siła przyjaźni

Tak jak już wcześniej wspominałam, ta historia nijak się ma do typowego romansu. W głównej mierze przez większość tekstu możemy przeczytać o tym, jak Jess za pomocą własnej aplikacji randkowej, Save The Date, znajduje zdesperowanej Hannah Tego Jedynego. Przy okazji ta szalona akcja nakręca sprzedaż subskrypcji, która pomaga firmie wydostać się z kłopotów finansowych. Edwards oczywiście nie pozostaje dłużna i „rewanżuje się” przyjaciółce radami co do jej rozsypującego się małżeństwa z dziesięcioletnim stażem. Dziewczyny często sobie plotkują w biurze, a później narracja przerzucana jest w kluczowych momentach raz na jedną, raz na drugą.

Wszystko tu wciąż sprowadza się do tego, co obie kobiety zdążą między sobą ustalić. Niby mają zupełnie inne problemy, przemyślenia, własne życia, ale tak naprawdę to kręci się wokół ich relacji. Nawet jeśli któraś sięga po opinie członków rodziny, jak to robiła Hannah, to nadal jedynym spoiwem powieści (nie licząc tematyki związkowej) jest ich przyjaźń.

Inni a tak bardzo podobni

Podczas lektury nie da się oprzeć wrażeniu, że mimo odmienności każdego z bohaterów, są oni do siebie niezwykle podobni. Różnice są nieraz naprawdę niewielkie. Myślę, że to dodatkowa wada tego tekstu.

By nie być kompletnie gołosłowną, weźmy na tapetę protagonistki. Obie są niemal identyczne. Rozróżnić można je jedynie na podstawie pojedynczych cech charakteru. Jess to perfekcjonistka w każdym calu, ciągle pracuje na sukces firmy, szczęście dzieci oraz dba o porządek w domu. Hannah z kolei jest żądna przygód, stąd też jej zamiłowanie do podróżowania. Gdyby nie te drobnostki, na których w głównej mierze Claire Frost zbudowała ich osobowość, kobiety byłyby niemalże identyczne.

Czy warto „kliknąć”?

Moim zdaniem Ślub od pierwszego kliknięcia to wyłącznie taki przyjemny odmóżdżacz. Coś, po co można sięgnąć po ciężkim dniu w szkole czy pracy. Nie jest to górnolotny tekst, nie posiada szczególnie interesujących wątków ani odkrywczego spojrzenia na rzeczywistość. Mimo to naprawdę miło się to czyta, a — jakby nie patrzeć — książki również służą zapewnianiu rozrywki.

Premiera powieści odbyła się 11 sierpnia 2021 roku. Bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiecemu za egzemplarz recenzencki i tym samym możliwość przeczytania tej pozycji.

Jestem marzycielką, która myśli, że uda się jej kiedyś tam podbić rynek wydawniczy swoimi bazgrołami. Studiuję dziennikarstwo, a poza tym od niedawna pracuję jako grafik w jednym z wydawnictw. Interesuję się literaturą i muzyką (w szczególności rockiem/metalem alternatywnym). Jestem wymagającym czytelnikiem, dlatego często żartobliwie określam się jako „pani marudna” i tak też nazywa się mój bookstagram.
0
Would love your thoughts, please comment.x