Dopiero co ucichły echo po zamianie Ridle’ya w potwora, a Night Raven Collage już musi mierzyć się z kolejnym problemem. Tym razem sprawa jest o wiele bardziej delikatna. Otóż na terenie uczelni dochodzi do serii nieszczęśliwych wypadków, wskutek czego kontuzjom ulegają najlepsi szkolni sportowcy.
Crowley zwraca się z prośbą do Yu o pomoc w rozwiązaniu zagadki. Poszlaki dość szybko zaczynają nakierowywać detektywów-amatorów na prosty wniosek – ktoś pomógł doprowadzić do tych tragicznych zdarzeń.
Pod względem rysowniczym nic się nie zmieniło, panele wciąż zachwycają. Mówię tu zarówno o kresce, jak i kunszcie. Ilustracje terenu dormitorium Savanaclaw oddają wyobrażenia Lwiej Ziemi za czasów panowania Skazy. Nowo wprowadzone postacie otrzymują tajemnicze, a zarazem bardzo charakterystyczne ujęcia, a całość dotrzymuje poziomem poprzednim częściom.
Pewną różnicę wskazałabym w nowym „złym” charakterze – Leona debiutuje z o wiele mniejszym przytupem niż Riddle, a w zestawieniu obu panów wypada nijako. Znika mrok, którym owiał go poprzedni tom. Widzę w tym mimo wszystko pewien zamysł. Przewodniczący Savanaclaw kreowany jest na rozleniwionego panicza, który skrywa w sobie geniusz. Jeżeli ktoś miał kiedyś styczność z Naruto, to Leona i Shikamaru uchodzić mogliby za braci. Przez to, że jego postać wymaga więcej czasu na wykreowanie, to i akcja jest znacznie bardziej rozwleczona w czasie. W całym tomie dowiadujemy się jedynie tyle, że coś się dzieje.
Tym jednak, co zamurowało mnie od pierwszych stron, jest nagła zmiana głównego bohatera. Yu nie jest już postawnym mężczyzną o zachowawczej mimice, a ekstrawertyczną chłopczycą o stosunkowo drobnej posturze. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Wprawia to w tym większy dyskomfort, że wszystkie postacie zachowują się tak, jakby to właśnie ta dziewczyna uratowała ich przed Splamionym Riddle’yem. Czy to szybka podmianka autorki, bo obecna Yu bardziej pasuje do klimatu? Skąd nagle dziewczyna w męskim collegu i dlaczego absolutnie nikogo to nie dziwi? A jeżeli to przemyślana akcja mająca na celu oddać różnorodność graczy, to jaką formę przybierze główny bohater po zetknięciu z kolejnym domem? Frapowało mnie to od pierwszych stron komiksu i nie przestało do teraz. Co więcej, uważam to zagranie za bardzo nieudane. Zdążyłam przyzwyczaić się do poprzedniej wercji Yu, uważam ponadto, że zdecydowanie lepiej wpisywała się historię niż obecny wariant. Z pewnym niepokojem myślę o tym co może wydarzyć się w daleszych etapach historii.
Twisted-Wonderland. Zdarzenia w Savanaclaw oceniam niżej niż problemy w domu Królowej Kier. Pomimo to, wciąż stanowią ciekawą lekturę i rozwijają świat Night Raven Collage. Liczę na to, że następne tomy uzasadnią poczynania autorki.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Egmont.
O poprzednich tomach pisaliśmy tutaj:
Odpowiedz