„The Blacklist” – recenzja

0
26

Ludzie spacerujący ulicami miasta, idący do pracy, czy zwyczajnie spędzający czas na świeżym powietrzu, nie zwracają uwagi na siedzącego na ławce mężczyznę.
Padający na lico cień, wraz z rondem nakrycia głowy, utrudnia rozpoznanie tożsamości osoby, która obserwuje budynek FBI. Przygląda się z uwagą, zastanawiając się nad kolejnymi krokami.
Rozmyślania przerywa inny mężczyzna — daje siedzącemu teczkę i wita go przyjaźnie. Ten tylko krótko odpowiada, wstaje, po czym kieruje się w stronę budynku. Wchodzi do środka.
Ludzie znajdujący się wewnątrz zachowują się zwyczajnie — jak zawsze podczas dnia pracy.
Wszystko się jednak zmienia, kiedy mężczyzna z teczką ujawnia swoją tożsamość. Raymond Reddington — najbardziej poszukiwany przestępca. Zdziwienie, poruszenie, a także zaskoczenie pojawia się na twarzach zebranych. Jak to jest, że taka osoba, sama z siebie, oddaje się w ręce sprawiedliwości? Mało tego, jego jedynym żądaniem jest spotkanie się z niejaką Elisabeth Keen…

Fabuła

Tak zaczyna się pilotażowy odcinek bardzo popularnego amerykańskiego serialu kryminalnego z dramatem w tle.
Swoją premierę w USA miał 23 września 2013 roku, w Polsce natomiast 24 października. Jest w ciągłej produkcji i aktualnie możemy obejrzeć go za pośrednictwem platformy Netflix oraz AXN.

Główny wątek skupia się na relacji między Raymondem a Elisabeth. Każdy epizod wprowadza nowe, ciekawe oraz intrygujące części układanki w tej całej, zawiłej znajomości. Przyznam szczerze, że ciężko tak opowiadać o tym motywie, ponieważ każdy element, jaki mogłabym ujawnić, popsuje całą zabawę z oglądania serialu, a uwierzcie mi, ja tego nie chcę.
Wiele domysłów, wzlotów, upadków, nadszarpywań zaufania, to w sumie dla tej dwójki codzienność. Muszę jednak powiedzieć, że twórca serialu starał się pokazać, że jego bohaterowie mają ludzkie uczucia, emocje i nie są takimi typowymi twardzielami, z którymi nie powinno się zadzierać, ale o tym za moment.

Drugim istotnym elementem w serialu jest tytułowa Czarna Lista, którą Red tworzył przez lata, a na której umieścił wielu niebezpiecznych ludzi. Niekiedy nawet bardzo wpływowych, potrafiących wpłynąć na decyzje dotyczące państwa. Każdy zapisany w owym rejestrze ma swój własny odcinek. Niektóre zamykają wątek w jednym epizodzie, inne dzielą się na dwie części, gdzie mamy początek oraz konkluzję.
Zdarzają się jednak momenty, w których nie ma w ogóle żadnego nawiązania do wspomnianej listy. Te luźne odcinki w pewien sposób dają możliwość odpoczęcia od napięcia oraz ciężkiej atmosfery, jaka panuje praktycznie cały czas. Na szczęście twórca The Blacklist umiejętnie potrafi wpleść wątki pozwalające na chwilowe wytchnienie.

Wiele informacji, które my jako widz chcemy poznać, są tak porozkładane w odcinkach, że aby chcąc się tego dowiedzieć, siłą rzeczy musimy oglądać serial dalej. Mnie, osobie ciekawskiej, takie rozwiązanie się bardzo podoba. Zwłaszcza że pomiędzy tym można dostrzec, jak bohaterowie się rozwijają, jak nabierają doświadczenia, jak zmienia się im spojrzenie na świat. To jest po prostu piękne. To także sprawia, że pewne sytuacje, które spotykają postacie przedstawione, śmiało zauważamy wokół nas samych.

Patrząc na bohaterów, stajemy się częścią tego wszystkiego. Zwłaszcza, że pilotażowy odcinek uchodzi za jeden z najbardziej epickich. Scena, w której Red poddaje się z własnej woli, zyskała najwięcej sympatii i zachwytu pośród fanów. Wcale się nie dziwię. Rzadko, w filmach czy serialach kryminalnych możemy podziwiać takie momenty. Coby nie psuć Wam zabawy, powiem Wam, że jest dużo więcej takich ciekawych i niespodziewanych akcji, zapadających w pamięć.

Podsumowując, fabuła jest naprawdę przemyślenia, podobnie jak i bohaterowie czy ich relacje. Podoba mi się to, że nie jest to takie naciągane. Wydarzenia, które przedstawia serial, nie raz odzwierciedla  rzeczywistość. Zarówno pośród szarych osobistości jak my, jak i również tych wyżej urodzonych.
Czasami mam wrażenie, że twórca albo miał styczność z półświatkiem czy FBI, albo sam kiedyś był jego częścią. Skąd taki domysł? Ponieważ świat Reda, czy agentki Liz, posiada wady i zalety, których często brakuje w takiego typu serialach czy filmach. Sytuacje bez wyjścia, patowe, nie zawsze zakończone sukcesem, postacie, których nie udało się uratować. Tego, nie raz i nie dwa, mi brakuje w tych produkcjach. Takiej normalności, gdzie bohaterowie popełniają błędy i płacą za nie, nawet wysoką cenę.

 

Najważniejsi bohaterowie

Raymond Red Reddington – najbardziej poszukiwany przestępca w Ameryce. Zdawać by się mogło, że to zimny, bez uczucia mężczyzna, który bez skrupułów pozbawi innej osoby życia. Robiący wszystko, aby uzyskać to, na czym mu najbardziej zależy. Jednak wbrew pozorom wszystko, co robi, nie tylko ma swoje podłoże odkrywane podczas fabuły, ale widać, że Red jest tylko człowiekiem i może aż człowiekiem, który w życiu przeszedł naprawdę wiele i wie, że czasami trzeba postawić wszystko na jedną kartę, a szacunku nie zdobywa się tylko pieniędzmi.
Postać uważana, za najlepiej wykreowanego gangstera seriali kryminalnych, zaraz po słynnym Ojcu Chrzestnym.
W rolę Reda wcielił się James Spander.

Elisabeth Keen – agentka FBI, oddana swojej pracy, która po spotkaniu Reda zaczyna rozumieć, jak jej świat został wywrócony do góry nogami. Na swój własny sposób próbuje odnaleźć się w nowej dla niej sytuacji. Jak każdy, stara się ze wszystkich sił pozostać neutralna, ale nie zawsze jest to możliwe.

Z biegiem fabuły zmienia się coraz bardziej i bardziej. Niekiedy zbyt mocno igra na granicy, w której może wiele stracić i dostrzega to, kiedy jest już za późno.
Bohaterka wzbudza wiele kontrowersji z racji swojego infantylnego podejścia i częstego bycia zwyczajnie głupią, zaślepioną i dającą się łatwo omotać innym.
W rolę Liz wcieliła się Megan Boone.

Tom Keen – mąż Liz, mający wiele sekretów, podobnie jak Red. Jego charakter i usposobienie zmieniało się w zależności od sytuacji, w jakich się znalazł. Miłość do żony zmieniła wiele, ale lojalność do Reda czasami bywała silniejsza. Ostatecznie i tak wygrało to drugie.
Postać, zdawać by się mogło, posiada wiele kompleksów, które nie zostały w żaden sposób wyjaśnione, a z czasem, w dalszych sezonach, jakby w ogóle o nich zapomniano. Wynika to zapewne z tego, że Tom nigdy nie dowiedział się, kim tak naprawdę jest, ani skąd pochodzi. Próba odkrywania tego, ma się wrażenie, że popycha go do granic obłędu, co kończy się niezbyt dobrze dla tego bohatera.
W rolę Toma wcielił się Ryan Eggold.

Harold Cooper – czarnoskóry zastępca dyrektora FBI. Przesympatyczny, ale wiedzący czego chce mężczyzna. Wydaje się, że jest typowym służbistą,tak zapatrzonym w swoją pracę, że nie widzi końca własnego nosa. Nic bardziej mylnego. Wszystkie działania, jakie podejmuje, mają na celu w dużej mierze chronić swoich podwładnych, nad którymi sprawuje pieczę. Nie raz i nie dwa to udowodnił, czasami ryzykując własnym życiem.
Dylematy, jakie musi podejmować, dodają głębi tej postaci, przy okazji niszcząc ten stereotypowy obrazek zastępcy dyrektora FBI, który ma zwyczajne ludzkie odruchy, a z którymi, wiele razy musi się zmierzyć.
W rolę Harolda wcielił się Harry Lennix.

Donald Ressler – partner Liz, który stara się ją wspierać według własnego uznania. Typowy mężczyzna – poświęcający się pracy, mający dylematy i popełniający błędy, ale szybko się na nich uczący. Czasami sprawia wrażenie zagubionego, niepotrafiącego wybierać między obowiązkiem a przyjaźnią, co nie raz pakuje go w dość poważne tarapaty.
Reagujący szybko, niekiedy bez pomyślunku, gdzie kilka razy prawie przypłacił to życiem. Pokazuje to jednak, że zawsze stara się stawiać innych ponad siebie, zwłaszcza podczas pełnienia służby.
Jeden z bardziej lubianych bohaterów, w którym niejeden mundurowy zobaczyć może samego siebie. W rolę Donalda wcielił się Diego Klattenhoff.

Meera Malik – wybrana przez Dianę Flowers członkinią zespołu współpracującego z Reddingtonem, który bardzo szybko odkrył, że Meera jest agentką CIA. Nie raz możemy zobaczyć, jak używa technik, jakich nauczyła się wcześniej, a które przynoszą pożądany skutek.
Zupełne przeciwieństwo Resslera. Rzadko okazuje emocje, prawie nigdy się nie uśmiecha.
Pojawia się tylko w pierwszym sezonie, gdyż [spoiler!] w ostatnim odcinku zostaje zamordowana przez jednego z ludzi Milosa Kirchoffa.
Wiele zleconych przez Reda zadań dobrze wykonano dzięki jej zdolnościom.
W rolę Meery wcieliła się Parminder Nagra.

Samar Navbi – agentka FBI. Wybrana przez Harolda po śmierci Meery Malik na jej miejsce. Oddana i wierna, stawiająca ważne dla niej osoby ponad siebie. Dowodem tego jest podjęta przez nią decyzja, aby chronić agenta Mojtabai. Chociaż z tego powodu wielu fanów nie było zadowolonych, gdyż nie do końca pasowało to do kreacji postaci, której los na sam koniec jednak mógł się nieco odmienić.
Po pewnym wydarzeniu jej kondycja zdrowotna zaczynała się pogarszać, co skutkowało problemami w pracy.
Należała do jednostki Mossadu.
W rolę Margot wcieliła się Mozhan Marnò.

Aram Mojtabai – technik FBI, posiadający niesamowite zdolności informatyczne. Nie raz to dzięki jego pomocy pozostali agenci czy nawet sam Reddington wyszli z sytuacji cało, tudzież dotarli do wyznaczonego celu.
Z początku skryty, mało pokazujący to, jaki jest naprawdę. Postać, która najbardziej ewoluowała, doszlifowała się podczas rozwoju fabuły. Z typowego nerda staje się agentem, który jest w stanie wyjechać w teren, a nawet wychodzi sam ze spontanicznymi inicjatywami, przynoszącymi bardzo dobre rezultaty.
Aram jest również jedną z najbardziej lubianych postaci, głównie z powodu przemiany, jaką możemy zaobserwować.
W rolę Arama wcielił się Amir Arison.

Dembe Zuma – osobisty ochroniarz Reda, z którym wiąże go dość mocna przyjaźń, zaufanie. Nawet jeśli jeden drugiego zrani, to pozostają sobie wierni i są gotowi oddać za siebie życie.
Zdawać by się mogło, że Dembe jest bardzo chłodny, zamknięty w sobie i reprezentuje ten stereotyp ochroniarza wiernie oddanego swojemu pracodawcy. Nic bardziej mylnego. Czarnoskóry mężczyzna, wbrew pozorom, dba o bliskie mu osoby, co nie raz pokazał. Zwłaszcza w przypadku Red czy Liz okazuje sporą dozę troski. Jako jedyny ma prawo strofować Reddingtona bez obaw, że ten odstrzeli mu głowę, czy utnie język.
Nie trudno nie polubić tej postaci, a z tego co mi wiadomo, skradła serca wielu fanom.
W rolę Dembego wcielił się Hisham Tawfiq.

Muzyka, efekty specjalne oraz sceneria

Muzyka, według mnie, jest tutaj kluczowym elementem. Sytuacje, w jakich znajdują się bohaterowie, nie tylko te niebezpieczne, ale również pełne sentymentu i spokoju, dostają dzięki niej takiej głębi. Sceny stają się bardziej emocjonalne, uderzające w psychikę widza. Sprawiają, że los postaci jednak nie jest nam obojętny. Poza tym dodaje swoistego klimatu.
Każdy z bohaterów ma swój własny theme, co tym bardziej podkreśla, że produkcja jest zrobiona należycie.
Seriale czy filmy, jakie zdarzało mi się oglądać, nie zawsze coś takiego posiadały. Tutaj nie dość, że każdy sezon ma swoje własne ścieżki dźwiękowe, to pozostawienie niektórych utworów muzycznych, powtarzających się przez wszystkie odcinki nadaje całej twórczości pazura.
Niektóre utwory stały się ikoną serialu i zasłyszane od razu przypominają nam o The Blacklist.

Sceneria jest bardzo zróżnicowana.
Podoba mi się to, że poza ważnymi miejscami, takimi jak siedziba grupy operacyjnej w budynku FBI, kawiarni Reddingtona, mieszkań protagonistów, mamy także możliwość podziwiania innych lokalizacji.
Jak to często bywa w wielu serialach, sceny skupiają się na ograniczonej liczbie planów zdjęciowych, w The Blacklist jest zgoła inaczej. Czasami widzimy Reda, który siedzi sobie na ławce w parku, a my możemy podziwiać to miejsce wraz z nim. Do tego wplecione często w dialogi ciekawostki ze świata nie tylko przyrody, ale i medycyny czy kultury. To jest coś, czego mi naprawdę brakowało w tego typu serialach. Dzięki temu świat przedstawiony, z pozoru banalny, bo znany każdemu, ożywa. Widać, że tło za plecami bohaterów żyje, a nie po prostu jest.

Efekty specjalnie to coś, czym film nie jest zbytnio przeładowany. Co jest na duży plus dla twórcy. Jedynym wyjątkiem jest odcinek, który z powodu pandemii został przerwany w trakcie nagrywania. Nie powiem, mnie osobiście nie przypadł do gustu sposób, w jaki zastąpiono brakujące sceny, ale gratuluję odwagi. Zwłaszcza, że w dużej mierze efekty specjalne w tym konkretnym odcinku były stworzone również przez widzów, którzy mocno zaangażowali się w społeczność filmową i zapałali miłością do serialu oraz twórcy.
Podoba mi się także to, że momenty, w których używana jest broń, następują eksplozje, nie są przesycone tą aurą znaną z filmów Hollywood. Starano się zachować jak największy realizm, co również uważam za wielki plus w stronę twórcy. Naprawdę brakuje czasami takiego zwyczajnego filmu czy serialu, który porwie serca ludzi bez tych wszystkich wybuchów i strzelanin mających miano epickich. Nie w tym tkwi to „coś” seriali czy filmów, a w tym, że potrafią przedstawić daną scenę z dozą realizmu oraz prostotą, w której widz zobaczy coś, co faktycznie może mieć miejsce. Jeszcze jak dodać do tego dobrze skomponowaną muzykę, to wychodzi nam dzieło sztuki.

Podsumowanie

Podsumowując, dla mnie The Blacklist jest właśnie serialowym dziełem sztuki.
Pokazuje nam nie tylko świat pełen niebezpieczeństw, ale również problemy ludzi. Tych zwyczajnych, nieważne czy są to osoby z półświatka, czy mundurowi, czy współpracownicy. Bohaterowie sprawiają wrażenie prawdziwych, mających zarówno zalety, jak i wady. Potrafią popełniać błędy i, jak my, albo wyciągają z nich wnioski, albo nie.
Do tego każda postać ma jakiś bagaż doświadczeń, indywidualne spojrzenie na świat, więc możemy się, po trochu lub w całości, asymilować z nimi, widząc po prostu siebie.

Muzyka oraz sceneria sprawiają, że serial żyje. Czasami ma się wrażenie, że te wszystkie sytuacje faktycznie mają miejsce, a my po prostu oglądamy coś, co jest zbiorem nagranym przez kamerzystę, jaki towarzyszy każdemu.

Serial nie stracił praktycznie nic z poziomu, jaki możemy zobaczyć w pierwszym sezonie. Owszem, kilku aktorów nigdy już więcej nie ujrzymy, ale to, w jaki sposób oddano im hołd, poruszyło nawet i moje serce.

Na tle innych seriali kryminalnych, jakie przyszło mi oglądać, The Blacklist ląduje na pierwszym miejscu i na pewno długo tam pozostanie. Dlaczego? Pierwszy raz, z ręką na sercu, mogę powiedzieć, że serial ten od samego początku, od pierwszych minut zaczął wzbudzać we mnie emocje, a także ciekawość, którą pogłębiał każdy kolejny odcinek oraz sezon.

Naprawdę liczę, że kiedyś twórcy stworzą jakieś filmy pełnometrażowe, które z chęcią obejrzę. Miło by było zobaczyć losy bohaterów, znanych z serialu sprzed wydarzeń z The Blacklist.

Owszem, stworzono spin-off The Blacklist, zwany The Blacklist Redemption, ale projekt anulowano po pierwszym sezonie. Szkoda, ale może nie tędy droga i twórcy zaskoczą nas czymś jeszcze innym? Może filmem pełnometrażowym? Kto wie, trzeba być po prostu dobrej myśli!

Serial polecam wszystkim fanom serii kryminalnych, ale również tym, co lubią historie z dramatem w tle. Jestem pewna, że takim osobom, podobnie jak i mnie, The Blacklist skradnie serce, a Raymond Reddington zostanie w Waszej pamięci na dobre!

Miłego seansu!

Plusy

  • zachowanie sporej dozy realizmu, bohaterowie są zwyczajnymi ludźmi, mającymi swoje wzloty i upadki,
  • każdy odcinek wnosi coś do fabuły, rozwoju postaci, nawet jeśli odbiega od głównego wątku, jakim jest relacja Reda i Liz oraz Czarna Lista,
  • muzyka oraz scenariusz,
  • zwroty akcji, które widzowi mogą pomieszać szyki w domysłach, ale to sprawia, że serial jest wciągający,
  • w momencie wybuchu pandemii twórca filmu zgodził się na wsparcie widzów oraz zagorzałych fanów, aby dokończyć przerwany odcinek,
  • serial cały czas, przez wszystkie sezony, trzyma poziom, co zdarza się bardzo rzadko,
  • wiele dialogów głównego bohatera stało się czymś w rodzaju życiowej symboliki, nawiązującej do sytuacji życiowych, w jakich się znaleźliśmy.

Minusy

  • zdarza się, że niektórzy bohaterowie  w poszczególnych sytuacjach do przesady popadają ze skrajności w skrajność, na szczęście im dalsze sezony, tym jest to mniej widoczne,
  • brutalność, przemoc fizyczna oraz psychiczna ląduje tutaj, ponieważ nie każdy będzie w stanie obejrzeć serial, który na tle innych pod tym względem jest bardzo realistyczny,
  • niektóre wątki mogłyby zostać bardziej rozbudowane, chociaż wiele z nich doczekało się wyjaśnienia w późniejszych sezonach,
  • czasami akcja dzieje się za szybko, jednak i tutaj, wraz z kolejnymi sezonami, zaczyna to ulegać zmianie.

Ocena: 10/10

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments