Powrót do domu – recenzja komiksu „Star Wars. Mace Windu: W półmroku”.

Przyznam, że po ostatnim komiksie Mace Windu: Jedi Republiki, pozostała u mnie pewna niechęć do tego osobnika, mimo że wielu fanów go uwielbia.

Czy ten komiks sprawi, że zmienię o nim zdanie?

Warto po niego sięgnąć?

Akcja rozgrywa się jeszcze przed wojnami klonów. Mace Windu zostaje wysłany na ważną misję. Przemytniczka Azita Cruuz wystawiła ofertę sprzedaży formuły coaxium ultra. To paliwo wydajniejsze i bardziej niebezpieczne niż jakiekolwiek, które dotychczas powstało. Zakon nie chce, by wpadło w niepowołane ręce. Warunkiem kupna, jest oczywiście solidna zapłata i transport dziewczyny poza planetę. Ogłoszenie dotarło jednak do większej liczby zainteresowanych. Kto będzie pierwszy?

Mace Windu zawsze wydawał mi się postacią trochę bez charakteru. Zdyscyplinowany, to fakt, jednak trochę kukiełka zakonu. Jak wspomniałam na początku, Jedi Republiki mocno mnie zniechęcił do Mistrza. Przyznam jednak, że po tym tytule znikł z mojej czarnej listy, ale do bycia ulubionym, bardzo mu daleko. Windu wykazał się spokojem i opanowaniem oraz bezgraniczną lojalnością do swojego zakonu.

Ciekawsza okazała się Azita.

Dziewczyna, która pakuje się w kłopoty, ale i potrafi się z nich wydostać. Przez całe życie radziła sobie sama i nadal musi to robić. Trochę sarkastyczna i dość wyluzowana jak na kogoś ściganego.

Jeszcze bardziej interesujący okazał się Całun. Przywódca swojej sekty i były Jedi. Twierdzi, że zna tajniki mocy, jakich nie znają użytkownicy jasnej i ciemnej strony Mocy. Bardzo mnie ciekawi co miał na myśli. Okazał się potężnym przeciwnikiem.

Nie świadczy to dobrze o komiksie, kiedy postacie poboczne są ciekawsze niż główny bohater. Fabuła jednak była dość ciekawa, ale nie porywająca. Podobało mi się przedstawienie nowej planety, która okazała się jednocześnie miejscem narodzin Windu. Akcji jest bardzo dużo, ciągle coś się dzieje.

Za scenariusz odpowiada Marc Bernardin. Rysunki stworzone przez Georgesa Jeanty, są przyjemne dla oka i estetycznie wyglądają. Nie mam zastrzeżeń. Kolorystyka Andrew Dalhouse’a jest wyjątkowa i… nie z tej Ziemii. Barwy lodowców, czy niebieskiej lawy robią wrażenie.

Czy komiks ten jest wart polecenia? Jeśli lubicie postać, to jak najbardziej. Nie jest to tytuł wysokich lotów i czytałam wiele ciekawszych pozycji. Uważam natomiast, że nie zmarnowałam czasu, czytając Mace Windu: W półmroku.

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x