Nie taki diabeł straszny, jak go malują, czyli recenzja książki „Ja, diablica”

0

Ja, diablica to pierwszy z czterech tomów autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, opisujący losy zabitej Wiktorii Biankowskiej. W 2020 roku wydano ostatnią część serii, wskutek czego nastąpiła zmiana okładek, która łączy wszystkie książki w spójną całość.

Piekielny urząd ds. Rekrutacji nie robi najlepszego pierwszego wrażenia. Nieuprzejmy demon za biurkiem, mnóstwo papierkowej roboty i tandetne obrazki na ścianach. Do tego jeszcze te kolejki! Jednak, aby stać się pełnoprawną diablicą, należy spełnić dwa zasadnicze warunki. Podpisać czerwonym atramentem cyrograf i… umrzeć. A tego Wiktoria z pewnością nie planowała! To miał być kolejny wieczór w warszawskim klubie, spędzony na robieniu maślanych oczu do Piotrka, kolegi z roku. Tragiczny zbieg okoliczności? Zaplanowana intryga? Ostatnie, co Wiktoria pamięta to kilka pchnięć nożem w ciemnym parku. Na szczęście nie takie piekło straszne, jakim je malują: Los Diablos, miasto potępionych, kusi grzeszników ofertą wiecznych wakacji w śródziemnomorskim klimacie i nieziemskimi imprezami u samego Szatana. Nawet Śmierć jest całkiem sympatyczna. Jednak znudzone demony planują wywołać rewolucję w krainie Lucyfera, i niczym u Bułhakowa, zrobić trochę zamieszania wśród śmiertelników. Jaka w tym rola Wiktorii? Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy pojawia się uwodzicielski, złotooki i diablo przystojny upadły anioł Beleth, a młoda adeptka Piekieł postanawia wrócić na ziemię, aby rozwiązać zagadkę swojej śmierci. W końcu… gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.

Powyższy opis pochodzi ze strony lubimyczytac.pl

 

Od pierwszych stron książki poznajemy życie pozagrobowe Wiki. Dwudziestolatka zostaje zamordowana w niewyjaśniony sposób, co nie zostało uwzględnione nawet w księgowości Piekła. To właśnie tam spotyka nowych „znajomych” — demony, diabły i potępieńcy to jej nowi towarzysze. Szczególnie pomocny jest piękny, pociągający Beleth z „Przydziałów”. Piekło nie jest miejscem takim, jak o nim mówią. Nie ma tam żadnych ogni piekielnych, potępienia i czegokolwiek na pozór pokutnego. Teoretycznie, jak określa to sama autorka, Niebo i Piekło nie różnią się niczym od Ziemii. No może oprócz pięknych diabłów, aniołów i oczywiście Najwyższego i Szatana.

Studentka jest przekonywana do tego, że w Piekle jest świetnie i lepiej nigdzie być nie może: liczne imprezy, wszystko za darmo, jako diablica jest szanowana i poważana. Mnie taka wizja się podoba, ale ona ewidentnie miała z tym problem. Nie płakała za tym, że nie skończyła studiów, że nie założy rodziny. Rozpaczała tylko nad tym, że Piotruś nigdy się w niej nie zakocha. No właśnie…

Piotruś — najbardziej denerwująca, a przynajmniej tak przedstawiona, postać, z którą miałam do czynienia. Piotr, Piotrek, Peter, cokolwiek podobnego mogłoby określać dwudziestoletniego chłopaka. No niestety, Miszczuk stwierdziła, że wybranka Wiktorii będzie określać mianem Piotrusia. Wskutek czego strasznie mnie denerwował, nawet jeśli byłby cudownym bohaterem, to wystarczyło jedno słowo, żebym go znienawidziła. Diablica określa go jako najwspanialszego, wyśmiewa swoją przyjaciółkę przez to, że podoba jej się „bezmózgi” Paweł, który myśli mięśniami i sterydami, a sama ugania się za jakąś łajzą, która nawet nie zwraca na nią uwagi, mając jeszcze do dyspozycji oddanego Beletha. Jak kto woli, tak czy inaczej diabeł obrał sobie za główny cel rozkochanie głównej bohaterki. W sumie to właśnie jemu i Azazelowi zawdzięcza swoją pozycję społeczną w Piekle.

Dowiadujemy się tego bardzo późno, a mi namieszało to strasznie w głowie. Po tym fakcie zastanawiałam się, czy uczucie i żądza Beletha do Wiktorii jest prawdziwa, czy po prostu chciał diablice, dostał ją i sam sobie to wmawia.

Sam zamysł książki jest dość ciekawy i jeszcze się z niczym podobnym nie spotkałam. Zaciekawiła mnie od pierwszej strony, a nawet i od samego opisu.

Diabły mają umiejętność czytania w myślach, co w niektórych momentach jest bardzo przydatne, a w innych powoduje komizm sytuacji. Chociaż kilka rzeczy odpychało mnie od czytania kolejnych linijek tekstu. Sam fakt, że narratorką jest diablica, został trochę dziwnie rozpatrzony; coś, co czytelnik pozornie odebrałby, jako normalny opis sytuacji to tutaj jest ukazany jako głos wewnętrzny Wiktorii. Można się do tego przyzwyczaić, ale na początku było to dość mylące.

Jestem w stanie również zrozumieć to, że cyfra sześć jest ważna dla tej opowieści, ale za każdym razem, gdy dziewczyna musiała pójść po jakiś kwitek lub na samym początku po zakwaterowanie i moc, kierowała się do pokoju sześćdziesiąt sześć, sześćset sześćdziesiąt sześć i tak dalej, a każda szósta jest pogrubiona. W trakcie lektury bardzo mnie to rozpraszało, bo po przewróceniu kolejnej strony zwracałam uwagę na wytłuszczone treści.

Podział tekstu na rozdziały to też nie jest mocna strona tej książki. Pierwotnie myślałam, że to zabieg celowy, aby dojść do symbolicznej liczby, ale najwidoczniej to nie było celem autorki. Według mnie nie mają większego sensu, nie dzielą ważnych wydarzeń, nie kończą się razem z dniem, a oprócz tego są wrzucane jakkolwiek na stronie, na przykład numer jest dodany na koniec strony pod nim tylko jedna linijka tekstu, więc można było od razu przenieść go na kolejną stronę. Wyglądają tak, jakby zostały dodane tylko dla formalności.

Zirytował mnie również moment, w którym diabły przeniosły się do Turcji i spotkały tutejszych ludzi, z którymi rozmawiali po angielsku:

 

 — And I don’t need help!

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, pokazując popsute zęby.

— Ju nid e strong man — odparł, mając na myśli oczywiście samego siebie.

Na szczęście to była tylko jedna scena, bo większej ilości bym nie zdzierżyła.

Jeszcze z takich negatywnych elementów, mając na uwadze, że to polska książka, a nie przekład, miałam wrażenie, że co drugie zdanie mi nie pasuje. Również w kilku dialogach brakuje pauzy między wypowiedzią bohatera a dopowiedzeniem narratora.

Serię czterech książek otrzymałam od wydawnictwa W.A.B. z racji zmiany szaty graficznej.

W mojej opinii zmiana okładki jest bardzo korzystnym posunięciem ze względu na to, że wszystkie są ze sobą powiązane. Na każdej z nich widnieje pół twarzy głównej bohaterki umalowaną adekwatnie do akcji, która rozgrywa się w danym tomie. Połowa twarzy również znajduje się na wewnętrznych skrzydełkach okładki, tworząc kontrastową całość, oprócz jednego mankamentu, jakim jest niedokładne dopasowanie połówek.

Ja, diablica polecam wszystkim, którzy chcą przeczytać fragmenty akcji, która rozgrywa się nie tylko na Ziemi. Również osobom, które od pojedynczych tomów wolą serię. Książka jest bardzo interesująca i nie pozwala się od niej oderwać. Specjalnie dla niej gospodarowałam jak najwięcej czasu, żeby jak najszybciej ją skończyć. Czuję wielki niedosyt po tym, jak to się stało.

Od razu zaczęłam czytać kolejną część, w której Wiktoria jest w Niebie. Już niebawem pojawi się recenzja Ja, anielica.

0 0 vote
Article Rating

Leave a Reply

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments