Wszystko przeciw Imperium – „Star Wars. Leia: Trzy wyzwania księżniczki. Tom 2”

Za mną drugi tom trylogii opowiadającej o szesnastoletniej Księżniczce Lei. Pierwszy wypadł fantastycznie. Jak będzie tym razem?

Leia to jedna z ulubionych postaci wielu miłośników Gwiezdnych Wojen. Mogłoby się wydawać, że jest w cieniu swojego brata, Luke’a Skywalkera. Bzdura.

Księżniczka Alderaana potrafi sprawić, żeby świat ją zauważył.

Leia nadal przygotowuje się do przejścia prób, które udowodnią, iż jest godna tronu swojej planety. Dla przypomnienia, polegają one na prowadzeniu misji humanitarnych, odbyciu praktyk w senacie i przetrwaniu w górach. W poprzedniej części, dziewczyna dowiaduje się, że Bail Organa tworzy ruch oporu przeciw Imperium. Zszokowana i zawiedziona działaniem swojego ojca, nie wie, jak ma dalej postępować. Czy według jego rad walczyć z wrogiem na linii politycznej, czy wybrać przemoc?

W drugiej części Leia skupia się na pomocy potrzebującym. Dostarcza górnikom z Onoam sprzęt, który ma im ułatwić pracę. Jednak korupcja sięga głębiej niż kopalnie na tym księżycu. Wsparcie od księżniczki na niewiele się zda. Los robotników jest nieważny. Liczy się tylko to, aby władza wypełniła swoje kieszenie pieniędzmi. Na szczęście Organa nie daje tak łatwo za wygraną. Wraz z Dalné, Królową Naboo, udaje się do jedynego człowieka Imperium, który mógłby naprawdę zainteresować się losem pracowników. Po dosyć dziwnej, ale również owocnej rozmowie, wydarzyło się coś, co zaskoczyło mnie równie mocno co bohaterki.

Podoba mi się, że Claudia Gray pokazała więcej aspektów polityki galaktycznej. Wcześniej wspomniałam już o korupcji. Kolejnym przykładem może być rola Królowych Naboo. Dalné, która swoją drogą podbiła moje serce, jest tylko po to, by reprezentować planetę i ładnie wyglądać. Prawdziwa rola władczyń skończyła się, gdy Imperium wygrało. Ponadto przekręty w Senacie Galaktycznym są na porządku dziennym. Leia, podsuwając pomysł rozwoju edukacji na Arreyel, tak naprawdę zsyła na mieszkańców klęskę. Dla rządzących liczy się tylko zysk. Nie ludzie.

Księżniczka Alderaana to niezwykle inspirująca postać. Pokazuje wolę walki o sprawiedliwość. Mimo iż rodzice stanowczo zakazują jej mieszać się w sprawy rebelii i Imperium. Ona nie będzie kolejną władczynią, która ma po prostu świecić oczami. Będzie kimś więcej. Poza tym jej przyjaźń z Dalné pokazuje, że obie potrzebowały ze sobą porozmawiać. Przynajmniej przez chwilę. Jak królowa z księżniczką.

Do tego, główna bohaterka mierzy się z typowymi nastoletnimi problemami, takimi jak pierwsze zauroczenia czy niezbyt dobre stosunki z rodzicami. Wątki te nie grają tu głównej roli i nie są tak przerysowane, jak w młodzieżowych serialach. Uważam jednak, że dodają postaci więcej naturalności.

Manga jest oparta na powieści Claudii Gray, która jak zawsze stanęła na wysokości zadania. Fabuła wciąga bez wątpienia. Akcję wyważono idealnie. Nie pędzi jak szalona, ale i nie ciągnie się w nieskończoność.

Haruichi posługuje się po prostu perfekcyjną kreską. W tym aspekcie nawet nie ma o czym dyskutować. Całe wydanie jest prześliczne w środku, jak i na zewnątrz.

Koniecznie zachęcam do przeczytania pierwszej, jak i drugiej części. Gwiezdne Wojny w formie mangi są nie tylko ciekawym doświadczeniem. Pokazują nam nastoletnią Księżniczkę Leię i jej początki w walce o sprawiedliwość. Niecierpliwie czekam na trzeci i ostatni tom.

 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Would love your thoughts, please comment.x