Ciało i krew – recenzja filmu „X”

0
30

Konwencja filmowego slashera zdaje się być tematem prawie do cna wyeksploatowanym. Czy da się opowiedzieć coś nowego, świeżego, co zdoła zaskoczyć widza? Na to pytanie stara się odpowiedzieć twórca horroru X Ti West, który jest zarówno reżyserem jak i scenarzystą.

Grupa młodych, początkujących filmowców udaje się do Texasu, gdzie na odludnej farmie, którą wynajęli od starszego, ekscentrycznego małżeństwa, mają zamiar nakręcić film porno. Na miejscu trwają spory pomiędzy kamerzystą, a producentem czy film ma być ambitnym projektem, który wyniesie tego typu kino na nowy poziom, czy kolejnym sprośnym obrazem w którym królują damskie piersi. Tymczasem właściciele farmy okazują się nie tylko zdziwaczałymi staruszkami. Filmowcy muszą walczyć o swoje życie.

Należy oddać, że twórcy starali się nadać X dodatkowy wydźwięk. W filmie nie chodzi tylko o krwawą jatkę i wypruwanie flaków. Reżyser porusza temat ludzkiej seksualności (bohaterowie odbywają na ten temat bardzo ciekawą rozmowę w jednej ze scen), a także tęsknoty za utraconą młodością. Te dwie rzeczy motywują kolejne wydarzenia, które widzimy na ekranie. A owe wydarzenia nie odbiegają od znanych slasherowych schematów, ale twórcy, dzięki dobrze dobranych ujęciom, grze świateł i scenografii, potrafią podać je w świeży, ciekawy sposób. W tym właśnie tkwi siła X. Mimo, że mamy do czynienia z odrobinę odgrzewanym kotletem, stylistyczne zabiegi i reżyserskie sztuczki sprawiają, że mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali coś nowego i łamiącego znane standardy.

Stereotypami naszpikowani są także bohaterowie filmu, dobrani według dobrze znanego klucza. Mamy wyzwoloną i wyuzdaną seksualnie blondynkę. Afroamerykanina, weterana wojny w Wietnamie. Długowłosego okularnika, który pragnie wynieść branżę porno na nowy artystyczny poziom, jego dziewczynę, której najpierw sama koncepcja uczestniczenia w tym projekcie odrzuca, by później zrzucić ciuchy w poszukiwaniu granic własnej cielesności i seksualności. Jest również producent, który wszystkim dyryguje, starając się zmaksymalizować zyski. No i jest jeszcze oczywiście final girl, Maxine (w tej roli świetna Mia Goth). Obsadzenie tej aktorki w podwójnej roli było strzałem w dziesiątkę i dodaje produkcji dodatkowego smaczku. Nie będę tu jednak zbyt wiele zdradzać, aby nie psuć wam zabawy.

Podsumowując X jest takim meta-slasherem, garściami czerpiącym ze znanej konwencji, bawiącym się nią, a także próbującym przemycić pewną treść. Mnie kupiło w stu procentach. Jak zwykle produkcje spod znaku wytwórni A24 stoją na wysokim poziomie i nie schodzą poniżej solidnej jakości.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments