Nowa odsłona klasycznej serii – recenzja filmu „Teksańska masakra piłą mechaniczną”

0
76

Teksańska masakra piłą mechaniczną to seria, której początek sięga 1974 roku. Film w reżyserii Tobe’a Hoopera to klasyczny oraz kultowy już obraz, uważany za prekursora slasherów oraz kina gore. Sequeli oraz remaków było co nie miara. Za produkcję najnowszego zabrał się Netflix. Co z tego wyszło?

Grupa przyjaciół jedzie do Harlow w Texasie, gdzie mają rozkręcić swój nowy biznes, polegający na handlu nieruchomościami w opuszczonym miasteczku. Niestety na miejscu okazuje się, że nie wszystkie budynki są opuszczone przez mieszkańców, a w jednym z nich czai się morderczy Leatherface. Oczywiście fabuła jest tylko pretekstem do pokazania dziejącej się na ekranie jatki. Niestety scenarzysta się nie popisał, poziom kolejnych głupot jest po prostu rażący. Wiadomo, że slasher to określona konwencja, jednak w nowej odsłonie Teksańskiej masakry piłą mechaniczną, fabuła leży na całej linii, nie oferując nic nowego, ciekawego czy choćby odrobinę zaskakującego.

Co innego warstwa wizualna. Reżyser (w przeciwieństwie do scenarzysty) stanął na wysokości zadania i jeśli chodzi o całą stylistykę, kolorystykę i scenografię, obraz może się podobać. Ma klimat, który jednak został zaprzepaszczony przez banalne rozwiązania fabularne. Na uwagę zasługują również sceny akcji oraz śmierci kolejnych bohaterów. Tutaj widać pewien polot twórców, a scena maskary w autobusie jest na prawdę całkiem niezła.

Ogółem film stoi w pewnym rozkroku. Z jednej strony głupawy scenariusz, a z drugiej klimatyczny setting i wizualia. Niestety to zbyt mało by zachwycić widzów, dlatego nowa odsłona Teksańskiej masakry piłą mechaniczną to prosty slasher, nie próbujący być niczym więcej niż kolejnym sequelem kultowej serii kina klasy B. Wielka szkoda, bo Letherface jako postać zasługuje na o wiele lepszą produkcję. Miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś powstanie.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments