Opłakane skutki braku wody – recenzja „Suszy” Grahama Mastertona

Mimo, że dość długo czytuję fantastykę oraz literaturę grozy nigdy nie miałem okazji szczegółowo zapoznać się z twórczością Grahama Mastertona.

Twórcy znanego, cenionego, stawianego w jednym szeregu z innym tuzami gatunku jak Stephen King czy Clive Barker. Dotychczas przeczytałem tylko jedną powieść tego autora, Sfinks i było to lata temu. Jedyne co zapamiętałem to to, że nie byłem zachwycony. Dlatego kiedy nadarzyła się sposobność by sięgnąć po powieść Mastertona to skorzystałem i tak w moich rękach znalazła się Susza.

San Bernardino to jedno z licznych miast w Kalifornii, które zmaga się z suszą. Dawno nie padało, zapasy wody kurczą się w zastraszającym tempie, a politycy aby ratować sytuację zmuszeni są do podjęcia radykalnych decyzji. Odcinają wodę w najuboższych dzielnicach miasta, w większości zamieszkałych przez podopiecznych głównego bohatera powieści Martina Makepeace’a. Byłego żołnierza marines, obecnie pracującego w opiece społecznej. Dodatkowo okazuję się, że jego córka jest ciężko chora, a syn zostaje niesłusznie oskarżony o gwałt. W związku z brakiem wody, w mieście wybuchają zamieszki. Ich skala sprawia, że policja jest bezradna, a na ulicach panuje bezprawie i anarchia. Martin aby ratować siebie i swoją rodzinę, zmuszony jest do drastycznych czynów.

Susza to w pewnym stopniu powieść postapokaliptyczna zmieszana z thrillerem. Jednak autor nie skupia się na globalnym problemie dotykającym mieszkańców San Bernardino, a bardziej na pojedynczych postaciach. Czyli Martinie, jego rodzinie i najbliższym otoczeniu. W ten sposób nie widzimy co dzieje się w mieście. Mamy tylko pojedyncze opisy rozruchów i zamieszek, które są brutalnie tłumione. Historia przedstawiona w powieści jest bardziej ludzka, osobista, choć bohater (jako były marines), czasami przypomina jednoosobową armię.

Masterton nie szczędzi czytelnikowi brutalnych opisów (między innymi gwałtu oraz kilku strzelanin), scen seksu, a także ludzkiego okrucieństwa. W gruncie rzeczy jest to historia o tym, jak w sytuacji zagrożenia człowiek może być największym potworem. Bo to nie susza sprawia, że dwa główne czarne charaktery powieści stały się złe. Oni byli tacy już wcześniej. Sytuacja w której się znaleźli tylko uwypukliła te cechy. I mam wrażenie, że autorowi o wiele lepiej idzie kreowanie złych postaci (szczególnie bezkompromisowy gubernator zapada w pamięć, fajnie wypada też Saskia Vane w roli femme fatale), choć prawie każdy (łącznie z głównym bohaterem) ma swoje grzeszki i słabości. Zabrakło mi jednak trochę więcej emocji i refleksji wśród postaci, ich reakcji na zachodzące wydarzenia (pozostawienie domów, śmierć bliskich). Niestety Masterton w głównej mierze postawił na akcję. Ma to oczywiście swoje plusy, bo powieść czyta się szybko i sprawnie. Łatwo zatopić się w tym świecie, choć temat suszy, braku wody i jej wpływu na świat został potraktowany po łebkach. O wiele lepiej zrobił to choćby Paolo Bacigalupi w świetnej powieści Wodny nóż.

Podsumowując Susza to dobrze napisany thriller katastroficzny z elementami postapokaliptycznymi. Nie jest to powieść wybitna, to raczej solidne czytadło do poczytania po pracy.

Od lat zainteresowany fantastyką i historią. Z czasem z czytelnika stałem się również twórcą. Pisuję szeroką pojętą fantastykę i horror, a także dzielę się z recenzjami obejrzanych filmów, przeczytanych książek i komiksów.
0
Would love your thoughts, please comment.x