Czy czas uratuje miłość? – recenzja serii „Orange”

Nasze życie to jeden wielki chaos. Nieporozumienia, strach, lęk przeplatane z uśmiechem. Co krok popełniamy błędy. To normalne.

Jesteśmy tylko ludźmi. Niestety życie zaprojektowane jest tak, że dana chwila nie może zostać powtórzona ponownie. Nie damy rady zatrzeć naszej wpadki i dostać ponownej szansy. Życie byłoby wtedy o wiele łatwiejsze.

Co, jeśli istniałby sposób przesyłania rzeczy w czasie? Ostrzeżenia siebie samej za młodu o niebezpiecznym wypadku albo innym okropnym zdarzeniu? Nic nie byłoby nieprzewidywalne. Wszystkie instrukcje miałbyś na kartce papieru.

OPIS:

Naho jest uczennicą liceum. Pewnego dnia otrzymuję list, a adresatką jest ona sama. Pochodzi on z przyszłości odległej o dziesięć lat. Starsza wersja dziewczyny prosi, by zapobiegła pewnemu tragicznemu zdarzeniu. Nie chce, by popełniła tych samych błędów. Tych, których najbardziej żałuje. 

GRAFIKA:

Manga przyciągnęła mnie już, dzięki samej obwolucie. Każdy z tomów posiada prześliczną grafikę. Barwne postacie w otoczeniu zieleni przyciągną niejedno spojrzenie czytelników. Co do kreski  to ciężko mnie zadowolić. Większość mang odrzucam ze względu na niewystarczającą dla mnie grafikę. Tutaj wszystko było przyjemne i cieszące oko! 

Jeśli mowa o oczach to Naho są majstersztykiem! Widać w nich każde uczucie oraz można się zakochać! Przenikają przez człowieka i sprawiają, że nic poza nimi się nie liczy.

 

FABUŁA: 

Historia zapowiadała się na lekką opowieść o przyszłości. Myślałam, że będzie to kolejne opowiadanie o podróżach w czasie. Pozytywnie się zaskoczyłam! Listy przychodzące od starszych nas! Oryginalny i bardzo ciekawy pomysł! Mało realistyczny jest jednak sposób, w jaki sposób trafiły one do przeszłości, ale nic nie może być idealne.

Wątkiem, który napędza to wszystko, jest uczucie Naho do Kakeru. Jednak nie odgrywa on priorytetowej roli w historii. Pozwolił w łatwy sposób wpleść w historię ważne tematy takie jak niska samoocena, depresja, samobójstwo.

Całość rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza w przyszłości, kiedy bohaterowie są już dorośli i posiadają potomstwo, a druga, kiedy chodzą do szkoły.

Ogromnym plusem jest to, że w mandze nie spotkałam się z banalnymi wątkami. Fabuła jest poprowadzona w bardzo ciekawy sposób. Nie zauważyłam, aby w jakimś momencie była przeciągana na siłę.

Orange nie jest ckliwą historią o miłości. Jak już wspominałam, porusza ważne tematy i doprowadza czytelnika nie raz do łez.

Całość czytało się bardzo szybko, wręcz płynęło od kartki do kartki. Nie zauważyłam nawet, że historia już się skończyła. Wszystko tak szybko przeminęło, że mam niedosyt.

Chciałabym spędzić więcej czasu z Kakeru oraz Naho. Szczególnie że dziewczyna skradła moje serce. Jest przesłodka. To jak się martwi o swoich przyjaciół oraz swoją sympatię jest cudowne. Przykładała się do każdej najmniejszej rzeczy. Śniadania, które robiła dla Kakeru, zawsze były dopracowane i wręcz idealne. Ceniła sobie perfekcję.

Cieszyła się, że wszystkiego, co dostała. Spinki od swojego ukochanego bała się nosić ze względu na to, że może ją zgubić. Podobało mi się to, że potrafiła docenić nawet najmniejszy podarunek.

Myślę, że spodobałaby się większości czytelników. Oryginalna historia, ciekawi bohaterowie oraz genialne rysunki. Cóż więcej potrzeba nam do szczęścia? (W sumie nie pogardziłabym jeszcze Kakeru…).

Przygody Naho i jej przyjaciół zostaną mi w pamięci na długo. Nie zapomnę ich wspaniałej relacji oraz tego, czego razem dokonali. Zmienili wszystko. Zmienili swoje życie, ale czy na lepsze? Przekonajcie się, sięgając po Orange!

Miłośniczka kotów, książek i dobrej herbaty! Najbardziej preferuję fantastykę i romanse, ale innymi gatunkami nie pogardzę. Dodatkowo w moim sercu gości jeszcze teatr i taniec.
0
Would love your thoughts, please comment.x