Obi-Wan Kenobi to jeden z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów Gwiezdnych Wojen. W filmach w jego rolę wcielali się Alec Guinness i Ewan McGregor. Teraz dostajemy komiks poświęcony legendarnemu Mistrzowi Jedi.
Mamy okazję ujrzeć kilka historii z jego życia i lepiej poznać tego, który szkolił Anakina Skywalkera.
Zobaczymy każdy etap jego drogi, jako Jedi.
Opowieść zaczyna się na Tatooine, bo gdzieżby indziej. Niby Coruscant to stolica Galaktyki, ale najlepsze akcje zawsze dzieją się na jakimś wysuszonym pustkowiu. Cóż… właśnie tam ukrył się niejaki Ben Kenobi po rozkazie 66, aby chronić chłopca imieniem Luke. Dwadzieścia lat temu upadł Wielki Zakon Jedi, rządy zaczęło sprawować Imperium Galaktyczne, a Obi-Wan musiał zwrócić się przeciw własnemu przyjacielowi.
A teraz?
Na planecie o bliźniaczych słońcach zanosiło się na burzę. Bez deszczu, tylko piasek (teraz bardziej rozumiem Anakina). Dla pewnego starca to idealny moment, by skryć się przed kapryśną pogodą i uzupełnić notatnik. Ben, bo takie przyjął imię, opowiada nam o swojej przeszłości, jednocześnie obawiając się tego, co ma nadejść.
W czasach, gdy był młodzikiem, miał przyjaciółkę. Jednak Zakon Jedi nie okazał się jej powołaniem. Musiała odejść dlatego, że męczył ją koszmar. Widzę tu nawiązanie do Zemsty Sithów, jednak nasz główny bohater był wtedy dzieckiem. Nie wiele mógł zdziałać, mimo to próbował. Mistrz Yoda natomiast nie wykazał zmartwienia, że dziewczynka sama opuściła świątynię, a później planetę. Nie próbował z nią rozmawiać inaczej niż „to tylko sen”. W III epizodzie, Anakina również skazał na śmierć. W dodatku z ręki własnego mistrza. Czyli jak dobić dwóch za jednym zamachem. Historia być może niewiele wnosząca, jednak warta pewnych przemyśleń.
Nadszedł czas nauk u Qui-Gon Jinna.
Młody chłopiec, w pełni oddany Zakonowi i jego zasadom oraz jego Mistrz równie lojalny Jedi, jednak działający na własnych warunkach. Ta historia ma w sobie więcej tajemniczości. Na pewnej planecie zapadła ciemność tak potężna, że nawet miecze świetlne traciły swój blask. Dlaczego tak się stało? Sami sprawdźcie. To wtedy Obi-Wan otrzymał lekcję mówiącą o tym, że czasem wystarczy wyciszyć umysł i przestać skrupulatnie analizować każdy szczegół. Więcej na temat młodości Kenobiego możemy przeczytać w książce Claudii Gray pod tytułem Mistrz i Uczeń.
Ahh Wojny Klonów. To były czasy. Walka u boku Skywalkera i jego uczennicy Ahsoki, awans na Mistrza i Generała, przyjaźń z Komandorem Codym… Ale to tylko marna łuna światła, na tle przytłaczającego mroku. Obi-Wan wcale nie cieszył się kolejnymi sukcesami. Wisiało nad nimi fatum śmierci. Każde zwycięstwo pochłaniało niezliczoną ilość ofiar po obu stronach konfliktu. Wojna sprawiała, że stracił przyjaciół i sam odbierał życie, którego jako Jedi powinien strzec. Jak znaleźć równowagę?
Jakiś czas później Obi-Wan wraz z Skywalkerem zostali wysłani na misję odnalezienia i unieszkodliwienia zdrajcy i zbrodniarza wojennego, jakim okazał się Mekedrix. Co mnie urzekło w tej opowieści? To, jak pokazano Anakina. Najbardziej sprzeciwiał się rozkazowi odebrania życia poszukiwanemu. Nie pragnął jego śmierci. Chciał być dokładnie tym, kim powinni być Jedi. Los chciał inaczej, ale ta historia również nasunęła mi pewne wnioski. Wybraniec miał swoje przeznaczenie, jednak jeśli chcemy szukać winnych za jego przejście na ciemną stronę, będzie to oczywiście Palpatine. Nie Obi-Wan, nie Ahsoka, nie Padmé. Mimo to uważam, że sam Zakon również się do tego przyczynił. Swoją obojętnością i chęcią zniszczenia Sithów i wrogów Republiki za pomocą wojny. A w wojnie najbardziej cierpią ci niewinni.
Jedi nie powinni być żołnierzami.
Ostatnia historia dzieje się po tym, jak burza na Tatooine dobiegła końca. Ben wychodzi na zewnątrz i znajduje rannego szturmowca. Wroga. Mimo to udziela mu pomocy. Bo kim jest Jedi jak nie obrońcą życia? Cóż, na pewno nie osobą, która ocenia, czyje życie warto ocalić.
Przyznam szczerze, ten komiks wywołał we mnie mieszane emocje. Znacząco różni się od innych ze świata Gwiezdnych Wojen. Nie ma tu akcji, solidnej walki na miecze świetlne czy blastery. Dostajemy szerokie pole na swoje przemyślenia. Każda z historii zasługuje na przeanalizowanie, zastanowienie się „co by było gdyby”. Widzimy, że za sarkazmem Obi-Wana kryje się również mrok i pewien ciężar. Anakin, mimo iż często arogancki, nie był zły, wręcz przeciwnie. Chciał być jak najlepszy. Na takiego wychowali go Shmi, a potem Kenobi. Co więc poszło nie tak?
Scenarzysta Christopher Cantwell podbił moje serce tym zeszytem, a Ario Anindito, Luke Ross, Alessandro Miracolo, Madibek Musabekov i Adriana Melo odpowiedzialni za oprawę graficzną również swoimi stylami świetnie wpasowali się w klimaty opowieści. Mniej szczegółowe rysunki idealnie nadały tonu spokojniejszym historiom, natomiast te z bardziej niesforną kreską perfekcyjnie podkreśliły dziejącą się akcję.
Jeśli jesteście wielbicielami Gwiezdnych Wojen, koniecznie sięgnijcie po ten komiks. Pozwala on spojrzeć na uniwersum raz jeszcze, przemyśleć parę spraw i być może czegoś nas nauczyć. Przybliży do Obi-Wana Kenobiego, legendarnego generała i Mistrza Jedi, który tak jak każdy, musiał wypełnić swoje przeznaczenie. Jak tak naprawdę wygląda droga Jedi?
Dziękuję wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.
Odpowiedz